Poszukiwany listem gończym Janukowycz, który uciekł z kraju, napisał „moskiewskim atramentem” list do obecnych władz Ukrainy. Jest w nim stronnikiem Putina. Uważa, że konieczne jest wycofanie ze wschodu Ukrainy "tzw. jednostek Gwardii Narodowej przebranych w wojskowe mundury, uzbrojonych w broń automatyczną i granaty", a także pokojowy dialog z "przedstawicielami mieszkańców wschodnich regionów".
"Użycie broni na wschodzie Ukrainy niczego już nie zmieni. Ludzie są zastraszani. Nazwaliście terrorystami miliony ludzi. Oni nie mają innego wyboru, jak tylko walczyć o swoje prawa, o swoje życie i swoje dzieci" - napisał Janukowycz. Ostrzegł także władze w Kijowie, że są "o krok od rozlewu krwi". "Krwi nie da się zmyć. Przestańcie" - cytują byłego prezydenta rosyjskie media.
Jak warunki zostaną spełnione to w poszczególnych regionach Ukrainy należy przeprowadzić referenda odnośnie federalizacji i sprawowania władzy. Według Janukowycza należy także zmienić konstytucję, a potem przeprowadzić wybory prezydenckie i parlamentarne.
Janukowycz zdecydował o stłumieniu protestów w Kijowie z pomocą milicji, którą z czasem wyposażył w ostrą amunicję. W starciach w Kijowie w ostatnim tygodniu zginęło ponad 80 osób. Ogólna liczba śmiertelnych ofiar protestów, które zakończyły się ucieczką Janukowycza do Rosji, wynosi 106 osób. 26 lutego p.o. prokuratora generalnego Ukrainy Ołeh Machnicki poinformował, że władze w Kijowie wydały za Janukowyczem międzynarodowy list gończy. W zeszłym tygodniu prokuratura generalna Ukrainy ogłosiła, że byłemu prezydentowi jako podejrzanemu w śledztwie zarzuca się stworzenie organizacji terrorystycznej, której działalność doprowadziła do masowego zabójstwa podczas demonstracji w Kijowie.
Wraz z obalonym w lutym prezydentem podejrzani są: były szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Ołeksandr Jakymenko i były minister spraw wewnętrznych Witalij Zacharczenko. Wszyscy trzej ukrywają się obecnie w Rosji.