Jak wynika z ustaleń RMF FM w lutym, w czasie szczytu G6, do hotelu, w którym przebywali unijni ministrowie spraw wewnętrznych oraz prokurator generalny USA, zgłosiło się kilku mężczyzn chcących odebrać klucze do zarezerwowanego wcześniej pokoju. Problem polegał na tym, że pokój znajdował się w strefie bezpieczeństwa.
Gdy recepcjonistka zaproponowała wynajęcie pokoju w innej części hotelu, a mężczyźni odmówili, na miejsce wezwani zostali ochraniający szczyt G6 funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu. Po ich interwencji okazało się, że mężczyźni próbujący dostać się do pokoju w strefie bezpieczeństwa to funkcjonariusze CBŚ i żołnierze GROM. Po okazaniu legitymacji i zapewnieniu, że wykonują „czynności służbowe” bez trudu zajęli oni pokój w strefie bezpieczeństwa.
Gdy całą sprawą zainteresował się bardziej wnikliwie ktoś odpowiadający za zabezpieczenie hotelu w trakcie szczytu okazało się, że funkcjonariuszy CBŚ nie zna nikt z krakowskiej delegatury.
Po dokładnym sprawdzeniu wyszło na jaw, że funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego przyjechali wraz z żołnierzami GROM z Warszawy i bez wiedzy swoich przełożonych prywatnie ochraniali ważnego świadka w procesie.
W związku z tym, że posługiwanie się służbową legitymacją podczas prywatnych działań jest nielegalne funkcjonariusze CBŚ zostali odesłani do stolicy, a następnie zwolnieni z Biura.
- Obaj policjanci zostali zwolnieni z Centralnego Biura Śledczego i teraz pracują w małych komisariatach - tłumaczy rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Sokołowski i podkreśla, że wobec tych funkcjonariuszy toczą się także postępowania dyscyplinarne.