Talibowie zaatakowali dziś odwiedzany przez obcokrajowców pensjonat w Kabulu. Jak podała policja, po częściowej ewakuacji budynku w środku pozostało kilku obcokrajowców.
Oblężenie pensjonatu jest zakończone, pięciu napastników nie żyje. Wszyscy cudzoziemcy są bezpieczni - powiedział dowódca 111 korpusu kabulskiego Qadam Szah Szahim.
- Mała dziewczynka została zabita na skutek eksplozji, ranny został też strażnik - napisał na Twitterze wiceminister spraw wewnętrznych Afganistanu Mohammad Ajub Salangi.
Wśród osób wciąż przebywających w pensjonacie jest co najmniej trzech Amerykanów, Peruwiańczyk, Malezyjczyk oraz obywatel jednego z państw afrykańskich - poinformował szef policji w Kabulu Mohammad Zahir.
Według przebywającego na miejscu świadka, na którego powołuje się agencja Reutera, ponad 10 osób wyglądających na obcokrajowców, w tym dzieci, ewakuowano wcześniej z zaatakowanego budynku. Nie wiadomo na razie, ile osób przebywało w pensjonacie w chwili ataku.
Na miejsce skierowano wojsko, nie ma doniesień o ofiarach.
- Zamachowiec samobójca zdetonował ładunki wybuchowe w samochodzie pułapce, zaparkowanym przed pensjonatem, z którego korzystają Afgańczycy oraz obywatele innych państw. Wygląda na to, że teraz w budynku znajduje się kilku napastników - informował wcześniej rzecznik kabulskiej policji.
Do przeprowadzenia ataku przyznali się afgańscy talibowie, w oświadczeniu podając, że ich celem był pensjonat oraz kościół.