Obama odwiedza instytucje UE po raz pierwszy do kiedy ponad 5 lat temu został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Bruksela jest tylko przystankiem w jego rozpoczętej w poniedziałek podróży po Europie i na Bliski Wschód.
Reakcja Zachodu na rosyjską aneksję należącego do Ukrainy Półwyspu Krymskiego zepchnęła na dalszy plan wszystkie inne tematy szczytu UE-USA. Według komentatorów spotkanie ma służyć przede wszystkim demonstracji jedności między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską w obliczu rosyjskich działań na Ukrainie.
W kontekście kryzysu na Ukrainie znaczenia nabrał też problem bezpieczeństwa energetycznego. UE chciałaby, aby negocjacje o wolnym handlu z USA doprowadziły do ułatwień w eksporcie amerykańskiego gazu skroplonego (LNG) do Europy, co byłoby jednym ze sposobów na ograniczenie zależności UE od gazu z Rosji. Napięcia między Zachodem a Rosją mogą też przyspieszyć negocjacje nad umową o transatlantyckim partnerstwie handlowym i inwestycyjnym (TTIP), które UE i USA rozpoczęły latem 2013 roku. Dzięki umowie powstać ma największa strefa wolnego handlu na świecie.
UE reprezentują na szczycie przewodniczący Rady Europejskiej - Herman Van Rompuy i Komisji Europejskiej - Jose Manuel Barroso, szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton i komisarz ds. handlu Karel De Gucht. Z kolei Obamie towarzyszą m.in. doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice i przedstawiciel USA ds. handlu Michael Froman.