Choć protestujący, którzy przybyli do Sejmu wraz ze swoimi dziećmi, domagali się spotkania z premierem Donaldem Tuskiem, po godzinie 21.00 przyszedł do nich przedstawiciel rządu. Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz, który podtrzymał zaproszenie protestujących do ministerstwa na rozmowy. Minister przekonywał, że rząd zrealizował obietnice dotyczące świadczeń dla niepełnosprawnych, które zostały zwiększone o 200 zł. Do Sejmu z ministrem przyszedł także pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych Jarosław Duda.
Wcześniej rodzice protestowali przed kancelarią premiera. Domagali się podwyższenia świadczeń oraz by ich całodobowa opieka nad niepełnosprawnymi dziećmi traktowana była przez państwo jako zawód. Rozmawiali z ministrem pracy Władysławem Kosiniakiem Kamyszem, pełnomocnikiem ds. osób niepełnosprawnych ministrem Jarosławem Dudą i rzeczniczką rządu Małgorzatą Kidawą-Błońską.
Protestujący przyjechali m.in. z Torunia, Poznania, Krakowa, Gdańska, Bydgoszczy i Warszawy. Zaproszeni zostali do Sejmu przez klub Solidarnej Polski; zanim oświadczyli, że rozpoczynają protest, uczestniczyli w konferencji prasowej SP. Na konferencji prasowej szef klubu SP Arkadiusz Mularczyk i zaproszeni goście oskarżali premiera i polityków PO o niespełnienie danych im obietnic. Później przerwali konferencję prasową posłów koalicji PO-PSL: Sławomira Piechoty (PO) i Henryka Smolarza (PSL) poświęconą niepełnosprawnym. Piechota podkreślał na konferencji w Sejmie, że wsparcie państwa dla rodzin z osobami niepełnosprawnymi systematyczne rośnie, a Smolarz wyliczał, że w 2007 roku wydatki na wsparcie osób niepełnosprawnych wynosiły pół miliarda złotych, w 2013 wzrosły do 1,7 mld zł. Politykowi przerwały osoby, które weszły na salę konferencyjną. „To jest śmieszne! Niech pan nie łże!” - krzyczeli protestujący. Na korytarzu sejmowym oświadczyli dziennikarzom, że podejmują protest okupacyjny Sejmu. Zapowiedzieli, że są gotowi zostać w Sejmie trzy, cztery dni.
- Uważam, że nasze oczekiwania są skromne. Nie jesteśmy roszczeniowi, to jest praca w rzeczywistości 24-godzinna. Nasze dzieci, z całym szacunkiem, nigdy nie będą paraolimpijczykami, nigdy nie będą mogły prowadzić samochodu - one wymagają naszej 24-godzinnej opieki – tłumaczyła jedna z inicjatorek protestu i matka niepełnosprawnego chłopca, Iwona Hartwich ze stowarzyszenia „Mam przyszłość” z Torunia.