Choć oczekiwanie na wyrok w procesach cywilnych czy karnych trwa miesiącami, a niekiedy nawet latami, okazuje się, że sędziowie bardzo często w godzinach pracy dorabiają sobie do pensji.
- W tej sytuacji może dziwić, że tylu sędziów dorabia do pensji, często w godzinach pracy – podkreśla w rozmowie z „Dziennikiem Polskim” Szymon Osowski z sieci obywatelskiej Watchdog Polska, monitorującej pracę instytucji publicznych.
Oficjalnie prawo zakazuje sędziom dodatkowej pracy, jednak wyjątek stanowi nauka i dydaktyka. Korzystając z tej luki, sędziowie dorabiają na uczelniach, szkolą aplikantów, skarbówkę, samorządowców lub lekarzy, piszą artykuły i książki.
Dodatkowa praca naukowa lub dydaktyczna nie powinna jednak „przeszkadzać w pełnieniu obowiązków”. Zgodnie z prawem o dodatkowej pracy sędzia musi zawiadomić swojego przełożonego. Ten może się co prawda sprzeciwić podjęciu dodatkowej pracy, ale w praktyce prawie się to nie zdarza. Według informacji Ministerstwa Sprawiedliwości trzy lata temu dorabiało prawie 2,5 tys. z 10 tys. polskich sędziów.