Jak pisaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl we wrześniu 2012 r. do prezesa sądu okręgowego w Gdańsku, Ryszarda Milewskiego zadzwonił Paweł Miter, podając się za asystenta szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego. Prezes Milewski przekazał datę posiedzenia sądu, na którym miała zapaść decyzja o dalszym areszcie prezesa Amber Gold. Ustalał z rzekomym pracownikiem kancelarii premiera również skład sędziowski gwarantując, że „jest zaufany”.
Dopiero w połowie stycznia Sad Dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie uznał Milewskiego za winnego „uchybienia godności urzędu”. Sąd dyscyplinarny usunął ostatecznie sędziego z funkcji prezesa sądu okręgowego w Gdańsku. Sędziowie uznali, że naraził godność funkcji, którą pełnił. Co ważne sąd stwierdził, że nagranie rozmowy Pawła Mitera z Milewskim jest wiarygodne. Były prezes sądu dowodził, że zostało zmanipulowane. Wyrok był nieprawomocny. Po jego uprawomocnieniu Milewski przez pięć lat nie mógłby awansować, ani zostać członkiem kolegium sądu.
Minister sprawiedliwości Marek Biernacki uważa jednak, że sąd mógł orzec bardziej dotkliwą karę wobec Milewskiego - informuje tvn24.pl.
- Uzasadnienie w kwestii wyboru kary dyscyplinarnej jest dość lakoniczne. Brak w nim głębszej oceny czynu popełnionego przez obwinionego w aspekcie jego szkodliwości społecznej jak i negatywnych skutków dla służby (...) Wymierzona kara oraz wspomniany brak refleksji nad wagą popełnionego przewinienia zdają się potwierdzać wniosek, że Sąd I instancji zbagatelizował szkodliwość zachowania obwinionego, nie dostrzegając tego, jak rażąco sędzia Ryszard Milewski wykroczył przeciw podstawowym standardom wykonywania zawodu sędziego – podkreśla Biernacki w odwołaniu.