Dziennikarka podająca się za studentkę Uniwersytetu Warszawskiego dzwoniła do biura Rostowskiego kilka razy, słysząc za każdym razem, że poseł jest niezwykle zajęty. Sekretarka wykręcała posła od spotkania różnymi wymówkami: że nie będzie go w biurze albo że ma inne, zapewne dużo ważniejsze zajęcia. Co więcej, wciąż obiecywała, że oddzwoni i zaproponuje inny termin spotkania, ale przez ponad miesiąc telefon milczał - czytamy w "Fakcie".
"Gdy dziennikarka znów zadzwoniła, zniecierpliwiona pracownica w końcu powiedziała, że spotkanie z szanownym posłem jest niemożliwe i zażądała, by uparta kobieta przysłała jej swoje CV. Po co? Żeby obywatelka mogła dostąpić zaszczytu spotkania z... dyrektorem biura pana posła!" - informuje "Fakt", który przypomina, że Jan Vincent Rostowski bierze od podatników co miesiąc 12,5 tys. zł pensji za pracę posła.
Nagrane rozmowy telefoniczne dziennikarki z sekretariatem Rostowskiego: Rostowski nie ma czasu dla obywateli