- Do Rosji zabrałam jedną parę łyżew, dwie pary płóz, kask, dwa kombinezony. Nie mam wielkich potrzeb, ale i możliwości finansowych, aby dysponować większą ilością sprzętu. Jedne płozy starczają na sezon, choć czasem na starcie wyścigu są przepychanki, uderzamy sobie nawzajem po płozach i możemy je uszkodzić. Kłopot jest z kupnem kolejnej, bowiem kosztują 1500 zł. Niby nie jest to wielka suma, ale dla mnie to spory wydatek. Mimo że Juvenia Białystok jest wiodącym klubem w kraju, bardzo trudno o sponsorów - powiedziała Maliszewska. Przed czterema laty w Vancouver zajęła 29. miejsce w biegach na 500 i 1500 metrów.
- Nie jestem zadowolona z przygotowań, bowiem nie było żadnych zagranicznych zgrupowań. Większość czasu spędziłam w Białymstoku, gdzie jednak już od czerwca - dzięki władzom miasta - mieliśmy lód. PZŁS zorganizował wyjazdy na Puchary Świata i zapłacił za sprzęt. Ale za suplementy, których sporo potrzebuję, a także trenera przygotowania siłowego, płaciłam z własnych pieniędzy. I jeszcze raz podkreślę, że niby Juvenia jest potęgą w Polsce, Białystok słynie z short tracku, ale gdyby tak przejść się ulicami naszego miasta i zapytać ludzi o zawody na krótkim torze, mało kto wiedziałby, o co chodzi - dodała.
Maliszewska wystąpiła w PŚ w Chinach, Korei Płd., we Włoszech i Rosji. W klasyfikacji generalnej na 500 m zajęła 17. miejsce, na 1000 m była 46., a na 1500 m - 60.
- Jakie są moje oczekiwania w Soczi po startach na 500 i 1000 m? Chciałabym pojechać na miarę możliwości, a jakie będą pozycje - to się okaże. W tym sezonie PŚ nie miałam szczęścia, bowiem co bieg to trafiałam na zawodniczki, które zazwyczaj są w finałach. Czeka mnie droga małych kroczków, czyli awans z rundy na rundę. Oby tych startów było jak najwięcej... - zauważyła.
Zdecydowanie lepiej czuje się w sprincie, dlatego większe szanse na czołową lokatę ma na 500 m. To bardzo szybka rozgrywka, gdzie teoretycznie powinny pomóc mocne... łokcie i barki. W niedalekiej przeszłości Maliszewska zdobywała medale mistrzostw Europy.