Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Senator PO oburzony pomysłem Sikorskiego: "to skrajny hedonizm"

Zamiast wesprzeć żyjących w biedzie działaczy dawnej opozycji antykomunistycznej, minister Radosław Sikorski wpadł na pomysł ustanowienia Nagrody Solidarności. Laureat tej nagrody odbierze...

Autor:

Zamiast wesprzeć żyjących w biedzie działaczy dawnej opozycji antykomunistycznej, minister Radosław Sikorski wpadł na pomysł ustanowienia Nagrody Solidarności. Laureat tej nagrody odbierze... milion euro. - Ta nagroda to przejaw skrajnego hedonizmu i arystokratycznych tendencji panujących w MSZ - krytykuje Sikorskiego senator PO Jan Rulewski.

Nagroda Solidarności zostanie po raz pierwszy przyznana 4 czerwca - w 25. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych. Otrzyma ją osoba, która kierując się zasadami solidarności przyczyniła się do szerzenia demokracji. Szef MSZ Radosław Sikorski, który jest pomysłodawcą nagrody, poinformował, że będzie się ona składała z trzech segmentów: 250 tys. euro otrzyma laureat, 700 tys. euro będzie przeznaczone na programy polskiej pomocy rozwojowej wskazane przez nagrodzonego i 50 tys. euro na podróż studyjną laureata po Polsce.

Pomysł podoba się doradcy prezydenta i dawnemu opozycjoniście Henrykowi Wujcowi. - Dobrze, że ta nagroda jest; ona powinna wręcz powstać o wiele wcześniej, np. na dwudziestolecie Solidarności. Teraz można powiązać tę nagrodę z inicjatywą prezydenta Bronisława Komorowskiego z okazji 25-lecia naszej wolności - zaznaczył. Zdaniem Wujca Nagroda Solidarności może stanowić "mocny akcent, by pokazać, że Polska była tym państwem, społeczeństwem i narodem, który pierwszy znalazł klucz do rozmontowania obozu komunistycznego, a Solidarność znacząco się do tego przyczyniła".

Oburzony wysokością nagrody jest jednak senator PO Jan Rulewski, który w latach 1980-81 przewodniczył regionowi bydgoskiemu NSZZ „S". - Ta nagroda to przejaw skrajnego hedonizmu i arystokratycznych tendencji panujących w MSZ. Nie mam nic przeciwko samej nagrodzie, pod warunkiem, że ten, kto ją zaproponował, także ją ufunduje. Nie wiem, dlaczego państwo z takim deficytem tak bardzo szasta pieniędzmi" - ocenił Rulewski. Przypomniał, że Senat pracuje nad projektem ustawy o pomocy dla działaczy opozycji demokratycznej oraz osób represjonowanych z powodów politycznych. - Tworzymy ustawę dla paru tysięcy ludzi. Rząd kopytami zapierał się, że nie ma 20 mln zł na zapomogi i zasiłki. A tutaj lekką ręką funduje się w przeliczeniu przeszło 4 mln zł - zauważył. Według Rulewskiego projekt mógłby opuścić Senat jeszcze w styczniu i trafić do Sejmu. Założenie jest takie, że ustawa zaczęłaby obowiązywać 1 czerwca, jeszcze przed rocznicą wyborów z 1989 r.

Równie krytyczny wobec pomysłu nagrody jest współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża i NSZZ "Solidarność" Andrzej Gwiazda. - Nagroda posłuży ugruntowaniu kolosalnej manipulacji, której padliśmy ofiarą - uważa. Również Gwiazda wskazał na potrzebę przyjęcia rozwiązań, które wsparłyby żyjących w biedzie dawnych działaczy opozycji. - Taka ustawa jest potrzebna. Ale jeżeli powstanie, to niestety z dwudziestoletnim opóźnieniem. Mnóstwo ludzi poświęciło swoje kariery, życie dla wspólnej sprawy. To, że do tej pory byli przemilczani, zapomniani to jest jeden z parametrów III RP - powiedział Gwiazda.

Z kolei były wicemarszałek Senatu, działacz opozycji w okresie PRL Zbigniew Romaszewski podkreślił, że nagroda i wsparcie dla opozycjonistów "to niezależne rzeczy". - Nagroda może mieć bardzo duże znaczenie i być zachętą do szerzenia postawy solidarności, ale może skończyć się jak z Pokojową Nagrodą Nobla. Zależy, kto dostanie nagrodę, jak ją wykorzysta - powiedział Romaszewski.
 

Autor:

Źródło: PAP,niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej