Jak wynika z podsumowania opublikowanego na łamach serwisu 300polityka.pl pierwszy kryzys, który „ominął” Donalda Tuska miał miejsce w 2008 roku. Wówczas głównym tematem w mediach była kwestia pomocy Komisji Europejskiej dla polskich stoczni i deklaracja o negatywnym zaopiniowaniu pomocy. Opozycja wielokrotnie apelowała o powrót do kraju wypoczywającego na urlopie Tuska. Ostatecznie premier zdecydował o przerwaniu urlopu, lecz urzędnicy KPRM przekonywali, że taki powrót i tak był zaplanowany już wcześniej.
Premiera zabrakło również w czasie kryzysu gazowego w 2009 roku. W czasie, gdy w wyniku „wojny gazowej” pomiędzy Rosją a Ukrainą znacznie ograniczony został dopływ gazu do Europy Środkowej i Zachodniej, premier spokojnie szusował na nartach we Włoszech.
O kolejnym przypadku wszyscy pamiętają. Chodzi o rok 2011, gdy premier był na urlopie w czasie, gdy prezentowano raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego dot. katastrofy smoleńskiej. Po tygodniu premier zdecydował przerwać urlop, jednak opóźniona reakcja rządu i brak stanowczej odpowiedzi na treści zawarte w raporcie MAK - odebrano jako słabość Polski.
Już w styczniu 2012 roku miał miejsce największy od lat kryzys w prokuraturze i wymiarze sprawiedliwości. Gdy na konferencji prasowej postrzelił się prokurator Przybył, ostrych słów pod adresem nieobecnego w kraju Tuska nie szczędził Jarosław Kaczyński: - Mamy kolejny, już nie potrafię powiedzieć który, urlop premiera, który jest po prostu nieobecny. (…) Mamy od wczoraj bardzo poważny kryzys w wymiarze sprawiedliwości, sytuację rzeczywiście niespotykaną, jawny zupełnie konflikt w prokuraturze – mówił prezes Prawa i Sprawiedliwości.
W tym samym roku wybuchła także afera Amber Gold, a opozycja zwracała uwagę na to, że w całą sprawę zamieszany był syn Donalda Tuska. Premier wówczas również przebywał na urlopie i z dużym opóźnieniem odnosił się do wszystkich zarzutów. Wtedy nawet dziennikarze zauważyli, że na konferencjach prasowych Tusk wielokrotnie nie umiał ukryć swojego zdenerwowania.