Trasa miała wieść od Chilecito do San Miguel w prowincji Tucuman i być przedzielona asfaltową strefą neutralizacji. Dzień przyniósł jednak sporo niespodzianek. Jeszcze przed zakończeniem pierwszej części odcinka, organizatorzy podjęli decyzję o odwołaniu drugiej partii dla motocykli i quadów, ze względu na bezpieczeństwo zawodników. Większość z nich była odwodniona i wycieńczona.
Do ostatniej chwili kierowcy aut czekali na informację w sprawie swojej trasy. Ostatecznie druga część odcinka specjalnego została skrócona, w sumie z 527 do 428 km. W tych trudnych warunkach bardzo dobrze radzili sobie Małysz i Marton. Na siódmym pomiarze czasu Orzeł z Wisły był nawet na drugiej pozycji.
- Pierwszy odcinek był bardzo fajny, choć naprawdę ciężki. Były wydmy, dość specyficzne - trochę miejscami obrośnięte krzakami. Złapaliśmy trzy gumy i zepsuł nam się podnośnik. Po stracie trzech kół zapasowych musieliśmy mocno się pilnować. Chcieliśmy pożyczyć jedno od Marka Dąbrowskiego, żeby mieć zapas na drugą część etapu, ale oddał on już koło kierowcy z RPA Ginielowi de Villiers. Byliśmy zatem zmuszeni jechać znacznie bardziej ostrożnie - powiedział Małysz.
Mimo ostrożności załoga Orlen Teamu uzyskała ósmy czas, a w klasyfikacji generalnej awansowała na 12. miejsce, mając stratę 2 godzin 31 minut i 56 sekund do lidera, Hiszpana Naniego Romy.