Fotelik dla dziecka rzeczywiście był w służbowym nissanie: - Żona przywiozła mi ten fotelik do urzędu, a ja zawiozłem go po prostu do domu - tłumaczy "SuperExpressowi" burmistrz Bartelski. Zapewnia, że dziecka w tym foteliku nie woził. Ale już po świętach, 30 grudnia, nasz fotoreporter przyłapał burmistrza, jak po pracy jedzie służbowym autem do przedszkola przy ul. Dubois i stamtąd odbiera starsze dzieci - czytamy w "SE".
- Nie robię niczego niestosownego. Ja nie wożę dzieci po Warszawie. Przedszkole jest na Muranowie, na trasie z urzędu do domu, więc zajeżdżam po dzieci po drodze, gdy to ja, a nie żona, muszę je odebrać. Nie ma przecież zakazu, że w służbowym samochodzie nie mogą siedzieć prywatne osoby. To co, ja mam jechać autem, a dzieci mają biec za mną? - tłumaczy Wojciech Bartelski.
Wezwanie taksówki nie przyszło urzędnikowi do głowy.
- Wykorzystywanie służbowego auta do prywatnych celów jest niedopuszczalne! Prezydent będzie wyjaśniać z burmistrzem ten przypadek - zapowiada rzecznik Ratusza Agnieszka Kłąb. - Pracujemy też nad opracowaniem szczegółowych zasad korzystania ze służbowych samochodów. Do tej pory rzeczywiście nie było to sprecyzowane - przyznaje.