- Dostałam propozycję pracy w Anglii. Myślałam na początku, że dam radę połączyć obowiązki, ale nie dałam. Mam tu dużo pacjentów, więc nie mogę latać w te i we wte. Chcę tu zostać, a wiem, że nie da się ciągnąć dwóch srok za ogon. Zawsze gdzieś są z tego powodu straty i nie mówię o tych materialnych, a o wywiązywaniu się ze swoich zadań na pół gwizdka - tłumaczy Małgorzata Maj.
W sopockiej radzie Maj zasiadała od kilku kadencji. Pracowała też jako lekarka i pod koniec poprzedniej dekady była m.in. w zarządzie Pomorskiego Centrum Traumatologii. Kilka miesięcy temu zamieniła jednak Trójmiasto na Wielką Brytanię. Starała się łączyć obowiązki radnej z pracą lekarza za granicą, z czasem jednak radni opozycji zaczęli jej coraz mocniej wypominać zwiększającą się liczbę nieobecności na posiedzeniach poszczególnych komisji.
Maj dołączyła tym samym do ogromnej rzeszy Polaków, którzy wyjechali za chlebem za granicę. Jedyna różnica polega na tym, że radna reprezentowała partię, która od 7 lat ma realny wpływ na to, co dzieje się w Polsce, i ciągłych mimo afer oraz klęsk chwali się swoimi rzekomymi sukcesami.
A co o takich osobach jak Małgorzata Maj sądzi nowa wicepremier Elżbieta Bieńkowska? Zapytana przez "Gazetę Wyborczą" o młodych ludzi niemających pracy odpowiedziała: "czasem obserwuję, że wśród młodych ludzi są tacy, którzy chcą mieć od razu wszystko. Widzą, jak żyją inni, którzy pracują dziesięć lat, i chcą od razu mieć to samo. Rosną aspiracje, i bardzo dobrze, ale ludzie muszą żyć z pracy własnych rąk i głów. Ktoś musi wymyślać wynalazki, a ktoś normalnie pracować. Dobrze by było, gdyby te osoby miały jednak trochę więcej pokory, bo w życiu nic nie spada z nieba, zwykle trzeba do czegoś dochodzić latami."