Diagnostyka onkologiczna szwankuje na każdym etapie – pisze dziennik. I opisuje: pacjent zgłasza się do lekarza pierwszego kontaktu, który na ogół nie ma może przeprowadzić koniecznych badań, więc kieruje do specjalisty, do którego czeka się kilka tygodni, a nawet miesięcy. Specjalista zaś wysyła na badania, ale chory czeka dalej, bo terminy np. na tomograf czy rezonans też są odległe. Gdy wreszcie lekarz ma wyniki badań i uzna je za niepokojące, kieruje pacjenta do szpitala onkologicznego.
W sumie cały ten proces trwa średnio ok. pół roku - wyliczyła Polska Koalicja Pacjentów Onkologicznych (PKPO).
Do tego, jest też problem z metodami diagnostycznymi. Np. przy diagnostyce raka piersi nagminnie używamy mammografii, choć - jak mówi prof. Leszek Borkowski z PKPO - najpełniejszy obraz daje rezonans. Zaś przy raku prostaty nadal często opieramy się na teście PSA, uważanym w Europie za metodę historyczną.
Zaledwie 42 proc. chorych na raka żyje więcej niż 5 lat od momentu diagnozy choroby. Wynik ten stawia nas na jednym z ostatnich miejsc, obok Rosji i Białorusi (po 43 proc.), Słowacji (45 proc.). Dla porównania w Szwecji jest to 61 procent, a Islandii - 63.