- Na posiedzeniu Krajowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” 12 grudnia 1981 r. wielu jej członków nie spodziewało się ataku 13 grudnia. Choć to, że gen. Jaruzelski idzie z nami na wojnę, było bezdyskusyjne. Kilkadziesiąt osób z Gdańska, działając poza jawnymi strukturami związku, opracowało instrukcję zachowania w stanie wyjątkowym. Było wydrukowanych ok. 10 tys. egzemplarzy tej instrukcji, ale nikt tego tekstu nie chciał podpisać. Ani zarząd Regionu Gdańskiego, ani jego prezydium. Odrzuciła to również Komisja Krajowa. Co ciekawe, że nie ma tego nawet w stenogramie z posiedzenia komisji albo zostało to wyłączone z zapisu magnetofonowego.
Byłem wtedy przewodniczącym komisji uchwał i wniosków. Miałem prawo poza kolejnością dojścia do głosu. Chyba trzy razy zgłaszałem wniosek o zmianę porządku obrad i zredukowanie go tylko do dwóch punktów: stosunek do podwyżki cen i sposób zachowania związku przy ogłoszeniu stanu wyjątkowego. Trzy razy komisja w głosowaniu te wnioski odrzuciła.
Ostatnią uchwałą komisji było uchwalenie siatki płac pracowników „Solidarności”, choć było to po godz. 24. „Arcana” opisały to tak, że po tym głosowaniu stał w drzwiach Gwiazda i wychodzącym z sali dawał instrukcję zachowania w stanie wyjątkowym. Dlatego u wielu internowanych członków komisji znaleziono taką instrukcję.
Opracowaliśmy ją w gronie 20-30 osób i bezpieka o tym nie wiedziała. SB nie była wszechwiedząca, jak się o tym mówi. Kapusie i TW byli zaangażowani wówczas w popieranie Wałęsy, a nie w inwigilację naszych działań. Kalkulowaliśmy wtedy, że Jaruzelski wprowadzi stan wojenny tydzień później i liczyliśmy, że przez ten tydzień uda się jako tako przygotować związek i społeczeństwo. Takie działanie mogło spowodować, że stan wojenny przestałby mieć sens. Jaruzelski wybrał zaskoczenie i czas, kiedy „Solidarność” była całkowicie nieprzygotowana do obrony. Był więc szok, zaskoczenie i przerażenie - podsumowuje Gwiazda.