Olimpiada w Krakowie miałaby kosztować 21 mld zł. Miasto miałoby otrzymać z budżetu państwa 16 mld zł, z MKOl - 3 mld zł, a pozostałe 2 mld zł ze zrzutki samorządów, na terenie których planowane byłyby igrzyska. Współorganizatorem miałaby być Słowacja.
Jak Pan patrzy na zapowiadaną na 2022 r. przez władze Krakowa – zimową olimpiadę?
Myślę, że jest to element kampanii wyborczej prezydenta Majchrowskiego. Trzeba będzie wydać duże pieniądze z małą szansą, żebyśmy wygrali i dostali organizację tych igrzysk w konkurencji m.in. z Oslo. Poza tym nie wiem czy jesteśmy w stanie sprostać potrzebom, jakie stworzyłyby igrzyska, pod względem infrastruktury czy komunikacji.
Co się stałoby się z kosztownymi obiektami sportowymi, które zostałyby po olimpiadzie?
Na to, aby ich wykorzystanie było opłacalne wydają się małe szanse. Jednym słowem obawiam się, że to taka propagandowo-kampanijna inicjatywa, która ucichnie po wyborach.
Sprawę igrzysk popiera nowy minister sportu Andrzej Biernat. Mówi, że Polskę stać na taki wydatek.
Każdy z nich chętnie to wpisze w wyborcze materiały, że Polska walczy po raz kolejny o olimpiadę. Pamiętam poprzednią taką inicjatywę i obawiam się, że jedyny tego efekt, to będzie powołanie biura, zatrudnienie kilkudziesięciu osób i na koniec zwinięcie tego.
Decyzja MKOl o wyborze organizatora olimpiady 2022 r. ma zapaść w lipcu 2014 r.