- Tusk traci to, co w polityce jest najważniejsze – czyli inicjatywę komunikacyjną. To nie on narzuca tempo wydarzeń, tylko inne czynniki, inni ludzie stawiają go przed faktami dokonanymi, do których musi się odnosić. To oznacza, że premier zaczyna być w polityce nie podmiotem, ale przedmiotem.
W pierwszych latach funkcjonowania Platformy Obywatelskiej mieliśmy sugerowanie mediom określonych tematów przez premiera i łapanie tego haczyka przez media. Były udane kampanie spin doktorskie, gdzie właśnie nadawca politycznych informacji sugerował z sukcesem określone tematy. Tym nadawcą, właśnie odnoszącym sukcesy, był premier. Niesłusznie nazwano go nawet królem pijaru, choć słusznie nazwać go można – królem propagandy.
Obecnie rekonstrukcję rządu, która miała być propagandowym hitem platformianym jesieni, przejęła prokuratura, a nie premier. Co więcej, to ministrowie sami sobie robią rekonstrukcję. Przecież minister Kudrycka stwierdziła, że chce odejść z rządu.
Dziś władza komunikacyjna, propagandowa wymyka się premierowi z rąk. Sama PO wydaje się pogrążona w wewnętrznym konflikcie. Było też najważniejsze wydarzenie, którego premier nie chciał komentować i był to spory błąd – gdy on stał z boku, a huczały plotki, że ma wiele wspólnego z wewnętrznymi wyborami w Platformie na Dolnym Śląsku. Ta sprawa dokucza samej Platformie.
Niechcący pokazano w ten sposób, jak w PO wyłania się politycznych liderów. Okazało się, że wyłania się ich z przypadku. Liderów, którzy mogą na szali ustawić działaczy i wygrać. Premier nie powiedział jak było naprawdę i potwierdził swoją nową pozycję – przedmiotu, a nie podmiotu polskiej polityki. To są oczywiście zwiastuny głębokiego kryzysu.
Trudno dziś powiedzieć kiedy miałby on inicjatywę polityczną odzyskać. Będzie się starał to zrobić przed wyborami do europarlamentu, ale czasu jest mało i jeszcze mniej pomysłów, które przejmuje dziś prokuratura. Wygląda to fatalnie i wskazuje na słabość ekipy rządzącej - podkreśla Jabłoński.