Jak powiedział Arkadiusz Kulik z Prokuratury Okręgowej w Legnicy, w przyszłym tygodniu powinien zakończyć się etap postępowania, w którym wyjaśnienia składają osoby związane ze sprawą. „Wówczas prokurator prowadzący postępowanie sprawdzające, po analizie zgromadzonego materiału, podejmie ewentualną decyzję o wszczęciu dochodzenia w tej sprawie” - mówił prokurator.
Wcześniej został przesłuchany m.in. europoseł PO Piotr Borys, który złożył doniesienie do legnickiej prokuratury w sprawie nieprawidłowości podczas wyborów władz dolnośląskiej Platformy. W prokuraturze stawił się również działacz PO Paweł Frost.
Borys, który jest szefem lubińskich struktur PO, zwrócił się do prokuratury po tym, gdy ujawnione zostały nagrania rozmów kilku dolnośląskich działaczy PO prowadzonych przed wyborami władz regionu.
Prawdziwą burzę w mediach wywołało ujawnienie nagrania według którego poseł Wojnarowski, stronnik europosła Jacka Protasiewicza, obiecuje jednemu z delegatów na zjazd dolnośląskiej PO Edwardowi Klimce załatwienie stanowiska w KGHM. W zamian chce oddania głosu na Protasiewicza, który o funkcję szefa dolnośląskiego regionu Platformy rywalizował z Grzegorzem Schetyną. W wydanym później oświadczeniu działacz PO twierdził, że Wojnarowski poprosił o rozmowę z nim, i że po godzinie od spotkania z posłem zadzwonił do niego jeden z wiceprezesów KGHM.
Jak pisaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl posłanka PO Bożena Sławiak podtrzymała wczoraj w prokuraturze oskarżenia zawarte w liście, który przed wyborami regionalnymi w Lubuskiem skierowała do premiera Donalda Tuska. Pisała w nim o próbach wpływania na członków partii przed wyborami władz lubuskiej Platformy.
List Sławiak do premiera Donalda Tuska zaistniał w mediach podczas kampanii wyborczej dwojga kandydatów na stanowisko szefa lubuskich struktur PO – posłanki Bożenny Bukiewicz i wiceministra spraw wewnętrznych, byłego wojewody lubuskiego Marcina Jabłońskiego. Groźby, szantaże i przekupywanie działaczy działkami należącymi do Agencji Nieruchomości Rolnych – miały zostać użyte przez działaczy PO. Do lubuskich struktur Platformy zapisano wówczas nawet pracowników jednej z miejscowych szkół: kucharkę, konserwatora, woźnego i kilkunastu nauczycieli, a jako delegata na zjazd wyznaczono umierającego człowieka.