Wczoraj zainaugurowano budowę tarczy antyrakietowej w Rumunii. Czy to oznacza, że nie będzie takiej tarczy w Polsce?
Rumuńska część jest robiona niezależnie od polskiej.
Jak więc mają się sprawy z polską częścią instalacji? Nic nie słychać, aby Amerykanie chcieli budować tarczę w naszym kraju.
Z formalnego punktu widzenia, Amerykanie w dalszym ciągu podkreślają, że chcą. Tarcza ma być zbudowana w Polsce w 2018 r., a biorąc pod uwagę, że Obama odejdzie z urzędu w styczniu 2017 r. - nie on będzie ją budował. Pytanie, czy kolejna administracja USA będzie się czuła zobowiązana, aby ten plan zrealizować? Tej pewności nie ma. Dlatego tarcza stoi pod znakiem zapytania. Po drugie: Obama zmienił charakter polskiej bazy.
Na czym polega ta zmiana?
Według umowy, którą negocjowałem jeszcze z administracją Busha, i tego, co zaproponował Obama w 2009 r., zainstalowane antyrakiety miały bronić terytorium amerykańskiego przed rakietami balistycznymi dalekiego zasięgu wystrzeliwanymi z Bliskiego Wschodu, a dokładnie z Iranu. Bodajże w tamtym roku Amerykanie zmodyfikowali cel instalacji, twierdząc, że w polskiej bazie mają być rakiety chroniące tylko Europę. Zabieg taki jest rozwiązaniem gorszym, bo Amerykanie mogą taką bazę poświęcić - nie będzie ona bowiem bronić bezpośrednio ich terytorium. Później przedstawiciele USA twierdzili, że taka dodatkowa baza broniąca ich państwa mogłaby powstać np. na okrętach na Bałtyku, ale szybko się z tego wycofali pod naciskiem Rosjan.
Czyli na razie tarcza istnieje tylko w planach?
W tej chwili tak. Rakiety, które miały być w Polsce, nie zostały nawet wyprodukowane ani nawet zaprojektowane.
A wola polityczna strony polskiej?
Nie widzę determinacji strony polskiej, aby doprowadzić do powstania tarczy. Sikorski przeciągał rozmowy z Amerykanami w latach 2008-2009. Później także nie dołożono odpowiednich wysiłków.