Mówili, że znaleźli ją, gdy była jeszcze niemowlakiem. Według ich sąsiada dziewczynkę przynieśli do obozu nieznani ludzie i chodzili od drzwi do drzwi, oferując sprzedaż dziecka. Hristos Salis i Eleftheria Dimopoulou zapłacili równowartość około 4 tys. zł i kupili blondynkę. Ta kwota miała im się potem wielokrotnie zwrócić, gdy Marię wykorzystywali do żebrania na ulicy. Na razie Romowie zostali oskarżeni o porwanie dziecka i aresztowani. Grecka policja zwróciła się do Interpolu o pomoc w identyfikacji Marii. Zdaniem śledczych, dziewczynkę uprowadzono lub padła ona ofiarą handlu ludźmi. - Jej cechy sugerują, że może pochodzić z Europy Północnej lub Wschodniej - powiedział Panayiotis Tzavaras, szef policji w Farsali.
Jeden z ważniejszych tropów prowadzi do Polski. Tu w rejestrze Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych Itaka ciągle widnieje Nikola Sieczka z Siedlec.
25 października 2010 roku Norbert S. porwał z domu swojej konkubiny Małgorzaty B. 6-miesięczną córeczkę. Został zatrzymany przez policję, ale dziecka przy nim nie było. Tłumaczył, że owszem, zabrał dziewczynkę, ale zaraz potem oddał ją matce i to ona powinna wiedzieć, gdzie jest dziecko. Kobieta z kolei twierdziła, że porywacz nigdy nie oddał jej maleństwa. Dziewczynki szukały setki mundurowych, śmigłowiec z kamerą termowizyjną. Korzystano z pomocy jasnowidza. Bez efektów. - Dostaliśmy informację z Itaki, że dziewczynka z obozu Romów w Grecji jest podobna do porwanej Nikoli - mówi Edyta Barycka z siedleckiej policji. - Staramy się potwierdzić, czy faktycznie Maria to Nikola. Na pewno pomocne w tym będą badania DNA - dodaje.