Na spotkaniu Andrzej Wajda ujawnił, że to Paweł Adamowicz (PO), obecny prezydent Gdańska, był konsultantem sceny w filmie Andrzeja Wajdy, w której przedstawiono okoliczności werbunku Wałęsy przez Służbę Bezpieczeństwa. Nie wiadomo, dlaczego Wajda na konsultanta wybrał akurat Adamowicza, który miał pięć lat w czasie, gdy Wałęsa pracował w Stoczni Gdańskiej i podpisywał zobowiązanie dla bezpieki, co nastąpiło na przełomie lat 1970/1971. Tym bardziej że reżyser miał możliwość skorzystania z relacji naocznych świadków. Jednym z nich jest m.in. Józef Szyler, którego nazwisko widnieje w donosach TW „Bolka”. Informacje na ten temat opublikowali dr Sławomir Cenckiewicz i dr Piotr Gontarczyk, w wydanej przez IPN książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”. Historycy przytoczyli fragmenty donosów TW „Bolka” oraz notatki funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa na temat Józefa Szylera.
Andrzej Wajda nie skorzystał z relacji świadków, wkomponował natomiast w swój film scenę, która sugeruje widzom, że Wałęsa podpisał zobowiązanie do współpracy, bo „wetknięto mu je między inne dokumenty o znacznie mniej wiążącej treści, które również kazano mu podpisać. Nagle gdzieś między tymi dokumentami jest ten dotyczący »Bolka«” – mówił studentom Wajda. Tymczasem zachowane w IPN-ie dokumenty świadczą o tym, że Wałęsa doskonale wiedział, co podpisuje, oraz o tym, że przekazywał informacje funkcjonariuszom SB na temat swoich kolegów ze stoczni.
Andrzej Wajda na spotkaniu ze studentami przywołał również scenę z powrotu Wałęsy do Gdańska z internowania w Arłamowie. – SB nie mogła z niego wycisnąć niczego – przekonywał studentów reżyser. Wajda stwierdził, że kontakty Wałęsy z SB to w gruncie rzeczy „nic istotnego”, a „dzisiaj mają zupełnie inny wydźwięk, który się im dorabia”. Reżyser przyznał, że zdaje sobie sprawę z oburzenia, jakie wywołał filmem, w którym pomniejsza rolę innych opozycjonistów, w tym Anny Walentynowicz. (...)
Cały artykuł Macieja Marosza w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".