- Według mnie był to proces pod publiczkę. Przepraszam za kolokwializm, ale był to proces propagandowy, na potrzeby kampanii jaką w sprawie Smoleńska prowadzi Rosja na arenie międzynarodowej – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Anita Gargas.
- Trzech z czterech żołnierzy dziś skazanych, miało już wcześniej wyroki. Za grabieże, za fałszowanie pieniędzy i puszczanie ich w obieg i za kradzież. Mówiąc krótko są to kryminaliści i 10 kwietnia 2010 roku działali w stanie recydywy. Jeśli teraz otrzymali kary w zawieszeniu, to z tego punktu widzenia są to wyroki bardzo łagodne – mówi nam Anita Gargas.
Jedynie prowodyr - Siergiej Syrow - już wcześniej karany za grabież dostał karę dwóch lat kolonii karnej.
- Należy się jednak spodziewać złagodzenia tego wyroku w drugiej instancji. Wszystko kręciło się wokół tego, żeby pokazać światowej opinii publicznej, że Rosja jest zdolna karać tych, którzy sobie na to zasługują. Ale tu chodziło o drobną z punktu widzenia polityki Moskwy kwestię, w dodatku oczywistą dowodowo. W sprawach kluczowych Rosja nie ustępuje ani na krok. Widać to w przypadku zarówno wraku, który był systematycznie niszczony w pierwszych dniach po katastrofie, jak i rozkradania szczątków tupolewa złożonych na płycie bocznej lotniska. Zresztą wrak i czarne skrzynki wciąż nie są oddane stronie polskiej – powiedziała nam oburzona zachowaniem Rosjan Anita Gargas.
Każdy wniosek dowodowy ze strony polskiej prokuratury rozpatrywany jest całymi miesiącami, a nawet latami.
- Przypomnę, że są takie wnioski dowodowe, które czekają na łaskawość strony rosyjskiej już trzy lata, bo były złożone przez polską prokuraturę zaraz po katastrofie w 2010 roku. Dotyczy to procedur na lotnisku Siewiernyj, spisu wszystkich pracowników, którzy wtedy obsługiwali lotnisko i wielu innych. To powoduje, że na ten wyrok należy patrzeć wyłącznie z punktu widzenia propagandy rosyjskiej – twierdzi Gargas.