Jak wynika z informacji dziennika „Fakt” wszystko zaczęło się, gdy w trakcie inwentaryzacji wyszły na jaw niedobory towarów i manko wynoszące kilkadziesiąt tysięcy złotych. Po przejrzeniu nagrań ze sklepowego monitoringu okazało się, że jedna z kasjerek przepuszcza klienta bez nabijania jego zakupów na kasie.
Zatrzymana przez policję kobieta przyznała się do wszystkiego i zeznała, że robiła to, ponieważ namawiał ją do tego radny SLD z Kalisza Pomorskiego. Mężczyzna miał powoływać się na swoje znajomości, szantażować kasjerkę i grozić jej zwolnieniem z pracy. W toku postępowania okazało się, że radny przychodził do sklepu nawet po kilka razy dziennie.
Z zeznań kasjerki wynika, że mężczyzna twierdząc, że ma przy sobie tylko 70 zł i tylko na tyle można go „skasować” wyjeżdżał ze sklepu z pełnym wózkiem, puszczonym poza kasą. W trakcie przeszukania domu kasjerki, okazało się, że także u niej znajdują się wyniesione ze sklepu towary o wartości 1500 zł.
Radny nie przyznaje się do kradzieży i twierdzi, że oskarżenia są powodowane przez ludzką zawiść. Zarówno kasjerce, jak i radnemu postawiono jednak zarzut kra dzieży zagrożony karą 5 lat więzienia. Cała historia robi dziś furorę w internecie, a zwłaszcza w serwisach społecznościowych.
- Radny z SLD idąc za przykładem swoich towarzyszy z przeszłości postanowił dokonać na nowo redystrybucji dóbr i o tym jak przy okazji jak zawsze najbardziej straciła na tym klasa robotnicza w osobie Pani Ekspedientki – napisał komentując całą sprawę na swoim profilu na Facebooku poseł PiS Zbigniew Girzyński.