Kontuzji Donald Tusk nabawił się podczas „haratania w gałę”. Rzecznik rządu tłumaczył, że z nogą premiera nie jest dobrze i przez kilka tygodni będzie miał on kłopoty z poruszaniem. Koledzy z boiska zapewniają, że Tuska nikt nie faulował, a premier po prostu źle stanął.
Dalej wszystko potoczyło się jak w popularnych serialach o lekarzach, którzy udzielają błyskawicznej pomocy, konsultują się z najlepszymi specjalistami, a nad jednym przypadkiem pracują w grupie kilku medyków. Do tego dochodzi jeszcze niezwykle uprzejmy personel szpitala i absolutny brak kolejek na wizytach oraz maksymalnie skrócony czas oczekiwania na wyniki badań. U premiera zdiagnozowano skręcenie stawu skokowego (potocznie określane jako skręcenie kostki), a lekarze założyli Donaldowi Tuskowi sztywny opatrunek i wręczyli kule.
Tak właśnie według relacji dziennika „Fakt” wyglądała wizyta Donalda Tuska w szpitalu MSWiA, w którym leczone są najważniejsze osoby w państwie. W zderzeniu z tą nieco utopijną wizją służby zdrowia codzienność rysuje się w o wiele mroczniejszych barwach. Poza ciągnącym się miesiącami oczekiwaniem na wizytę, pacjenci z urazami nóg muszą sobie na przykład we własnym zakresie wypożyczać lub kupować kule, ponieważ szpital im ich nie daje.