Program PRISM pozwala sprawdzać dane znajdujące się na serwerach m.in takich firm jak: Microsoft, Google, Yahoo, Facebook, Paltalk, AOL, Skype, YouTube i Apple. Agenci służb specjalnych mają nawet dostęp do umieszczonych na serwerach plików audio i wideo, a także maili, czatów czy przesyłanych fotografii i dokumentów. Oznacza to, że wszystkie informacje zamieszczane w popularnych serwisach społecznościowych lub przesyłanych pocztą były bacznie monitorowane przez amerykańskie służby specjalne.
Prezydent USA Barack Obama po ujawnieniu funkcjonowania programu PRISM stanął w obronie praktyki zbierania danych z serwerów firm internetowych, tłumacząc, że program ten nie prowadzi do nadużyć i jest legalną metodą zbierania informacji, które pozwalają chronić Amerykanów przed atakami terrorystów.
Informacjami o istnieniu programu pozwalającego na inwigilację użytkowników sieci zaniepokojona jest natomiast Unia Europejska, która już zażądała od władz USA stosownych wyjaśnień.
- Czytaliśmy informacje prasowe dotyczące programu. Jesteśmy, rzecz jasna, zaniepokojeni ewentualnymi konsekwencjami tych praktyk w odniesieniu do obywateli Europy – oświadczyła unijna komisarz spraw wewnętrznych Cecilia Malmstroem, zastrzegłą jednak, że jest jeszcze za wcześnie, „by wyciągać wnioski”.