Na ławie oskarżonych procesu toczącego się przed Sądem Rejonowym dla m.st. Warszawy od 2006 r. pozostaje sześć osób, a świadkiem jest b. szef WSI Marek Dukaczewski. Prokuratorski akt oskarżenia potwierdził nielegalność procederu handlu bronią przez WSI, na którym te służby miały zarobić gigantyczne pieniądze.
Jeden z oskarżonych, ppłk Jerzy D., według raportu WSI w połowie lat 80. prowadził z ramienia wywiadu operacje handlu bronią z arabskimi terrorystami. Następnie, w końcówce tej dekady, kierował przedsięwzięciami mającymi na celu nielegalne sprowadzanie na teren państw bloku sowieckiego technologii informatycznych, które były następnie dostarczane do ZSRS i Korei Północnej. W latach 80. jako agent wywiadu wojskowego PRL nawiązał kontakty z Monzerem al-Kassarem – handlarzem bronią, wspólnikiem terrorystów zamieszanym w zamachy, w których zginęło ponad 400 osób.
Broń przekazywana mu z Polski trafiała przez całe lata do objętych embargiem ONZ Chorwacji i Somalii oraz do mafii rosyjskiej. Przed czterema laty Al-Kassar został skazany w USA za wspieranie organizacji terrorystycznych i działalność przeciwko temu państwu.
Co więcej – po wykryciu przemytu przez obce służby WSI zataiły m.in. przed ówczesnym premierem Włodzimierzem Cimoszewiczem, że jej oficerowie i współpracownicy brali udział w tym procederze.
Ppłk D. w toczącym się procesie nie przyznaje się do winy. Nie rozmawia też z mediami, w przeciwieństwie do swojego syna Krzysztofa D., współoskarżonego w sprawie. – Handel bronią, o który nas się oskarża, miał miejsce w końcu lat 90. Ani nie byliśmy wtedy w NATO, ani też nie czuliśmy się żadnymi obrońcami granic. Handel odbywał się zgodnie z prawem. Mogliśmy wysłać broń państwom walczącym z NATO, bo byliśmy wtedy jeszcze w innym sojuszu – stwierdził Krzysztof D.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"