Szef rosyjskiej dyplomacji uznał najwyraźniej, że publiczność w Azerbejdżanie nie może nie przyznawać punktów Rosji i stwierdził, że punkty za występ Diny Garipowej reprezentującej Rosję na konkursie Eurowizji... „zostały skradzione”.
Wystraszone oburzeniem jakie zapanowało na Kremlu, władze w Baku natychmiast pospieszyły z wyjaśnieniami i zapewniały, że nie mają pojęcia, jak mogło dojść do tego, że Azerbejdżan nie przyznał żadnego punktu Rosji.
- Na rosyjską uczestniczkę (w sondażu telefonicznym w Azerbejdżanie) głosowało wielu ludzi - tłumaczył na konferencji prasowej w Moskwie minister spraw zagranicznych Azerbejdżanu Elmar Mammadiarow.
Pierwsza w sondażu telefonicznym w Azerbejdżanie była Ukrainka, tuż za nią uplasowała się Rosjanka. Garipowa w finale konkursu ostatecznie zajęła jednak piąte miejsce i nawet gdyby Azerbejdżan przyznał jej 10 punktów, nie pokonałaby zajmującej czwartą pozycję Norweżki, która wyprzedziła ją o 17 punktów. Rzecznik organizującej konkurs Europejskiej Unii Nadawców (EBU) powiedział, że głosowanie telefoniczne nie jest wiążące i decydujący głos i tak mają głos jurorzy w danym kraju.