Pierwszy był wyrok wydany w 2011 r. na opozycjonistę Alesia Bialackiego. Teraz polski sąd skazał kolejnego białoruskiego opozycjonistę Andreia Żukawca – na podstawie dokumentów dostarczonych przez białoruskich śledczych. W kwietniu br., po 12 latach procesu Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał Żukawca na trzy lata więzienia i 15 tys. zł grzywny za... „oszustwa bankowe popełnione na Białorusi”.
Białorusin od 1999 r. mieszka w Polsce. Wtedy też białoruskie władze wszczęły przeciwko niemu sprawę o „uzyskanie za pomocą oszustwa ok. 700 tys. dol. kredytów w dwóch białoruskich bankach”. Proces toczył się w Białymstoku, bowiem sąd uznał, że na Białorusi oskarżony nie mógłby liczyć na uczciwy proces.
Żukawiec oraz jego obrońcy (wśród nich politycy, działacze społeczni, obrońcy praw człowieka z Białorusi, Ukrainy i Polski) wielokrotnie zwracali uwagę na fałszowanie dowodów w jego sprawie przez białoruskie władze. Za najbardziej bulwersujące skazany uznał fakt, że wyrok wydano m.in. na podstawie dowodów dostarczonych przez białoruski system sprawiedliwości.

fot.: kra - Anrei Żukawiec
Zbieraniem dowodów po stronie białoruskiej zajmowała się sędzia Natalia Pykina, która z powodu wyroków wydanych na białoruskich opozycjonistów ma zakaz wjazdu na terytorium UE. Jednak w opinii sędziego z Białegostoku Tomasza Szczęsnego Szymańskiego dowody przedstawione przez sędzię są „rzetelne i wiarygodne”.
– Jest to pierwszy wypadek, kiedy białoruski uchodźca polityczny w kraju członkowskim Unii zostaje skazany na podstawie materiałów dostarczonych przez sądy białoruskie, a faktycznie przez białoruskich śledczych. A wiadomo, że na Białorusi decydują nie sędziowie, lecz KGB. Ten precedens może ośmielić innych sędziów w całej Unii do wydawania w przyszłości podobnych wyroków. Bo to, że białoruskie władze będą nadal fabrykowały kryminalne oskarżenia pod adresem uchodźców politycznych, jest oczywiste – mówi sekretarz Zarządu Fundacji Wolność i Demokracja Marek Bućko.
Więcej na ten temat w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"