Jak przypomina„Dziennik Gazeta Prawna” śluby w konsulatach mogą obecnie zawierać obywatele polscy w znacznej większości państw europejskich, a nawet pozaeuropejskich. Śluby w placówkach dyplomatycznych oznaczają znacznie mniejsze formalności niż ceremonie w stosownych urzędach na terenie danego kraju.
Do tej pory po dostarczeniu do konsulatu polskich dokumentów niezbędnych do zawarcia małżeństwa (m.in. akt urodzenia oraz zaświadczenie o zdolności do zawarcia małżeństwa). Po zawarciu małżeństwa w polskiej placówce zagranicznej nowożeńcy dostawali akt małżeństwa w języku polskim, a także w języku urzędowym danego kraju. Teraz za ten przywilej MSZ każe sobie słono zapłacić. Problemu nie widzi jednak konsul generalny Polski w Belgii Piotr Wojtczak, który bez ogródek sugeruje, że skoro chcące zawrzeć małżeństwo pary będą zniechęcały ceny, mogą oni nie brać ślubu w konsulacie.
– Dla tych, których zniechęca nowa cena w konsulacie, są dwa wyjścia: albo zawarcie ślubu w Polsce (ale wtedy trzeba będzie przetłumaczyć dokumenty na język kraju, w którym państwo młodzi mieszkają), albo zawarcie ślubu w urzędzie w danym kraju – tłumaczy Piotr Wojtczak.
Ślub w urzędzie innego kraju wiąże się jednak z całą masą formalności. Polacy, którzy są tam legalnie zameldowani mogą co prawda wziąć ślub w lokalnych urzędach, jednak i tak muszą dostarczyć wszystkie dokumenty z Polski i przetłumaczyć je na odpowiedni język urzędowy. Poza tym wszystko trzeba poświadczyć notarialnie, a po zawarciu małżeństwa przetłumaczyć akt ślubu na język polski i poświadczony notarialnie dokument odesłać do kraju.