John Kerry biorąc udział w czacie z internautami zorganizowanym przez Google, telewizję NBC i Departament Stanu ujawnił, że władze USA mają „solidne dowody” potwierdzające wykorzystanie broni chemicznej w Syrii. Kerry mówił m.in. o „potwornym wyborze, którego dokonał reżim Asada poprzez zabicie od 70 do 100 tysięcy własnych obywateli, w tym uciekając się gazu”.
W Syrii od ponad dwóch lat trwa rebelia przeciw reżimowi Baszara el-Asada. Walka stopniowo przekształca się w konflikt religijny, w którym sunnicka większość walczy z pozostałymi mniejszościami wyznaniowymi, skupionymi wokół dominujących alawitów.
Według informacji Białego Domu do użycia broni chemicznej miało dojść w marcu bieżącego roku w prowincji Aleppo, na północnym zachodzie kraju, jednak o zastosowanie gazu bojowego oskarżają się wzajemnie obie strony konfliktu – zarówno rebelianci, jak i siły Asada.
O użycie broni chemicznej syryjskie władze oskarżył także premier Turcji Recep Tayyip Erdogan. W ubiegłym tygodniu w Turcji zaczęto pobierać próbki krwi od przewiezionych przez granicę na leczenie rannych Syryjczyków, by ustalić, czy padli oni ofiarą ataku chemicznego. Tymczasem badająca kwestię użycia broni chemicznej komisja ONZ nie znalazła „rozstrzygających dowodów”.