Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, generałowie kierujący Służbą Wywiadu Wojskowego i Służbą Kontrwywiadu Wojskowego mieli pojawić się dziś w Sejmie i na zamkniętym dla opinii publicznej posiedzeniu speckomisji mieli opowiedzieć posłom jak pilnowali bezpieczeństwa samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem.
Jak wynika z informacji serwisu dziennik.pl jeszcze w poniedziałek obaj szefowie wojskowych służb tłumaczyli, że nic nie wiedzą o wezwaniu przed komisję.
- Dokładnie sprawdziłem, co się wydarzyło. Po raz pierwszy w historii tej komisji wezwania, które podpisałem jako przewodniczący komisji, zostały wysłane zwykłą pocztą, 30 kwietnia – tłumaczy przewodniczący speckomisji poseł PiS Marek Opioła.
Okazuje się, że do tej pory, pracownicy sekretariatu komisji stosowali zupełnie inną procedurę. Wszystkie wezwania trafiały do kierujących służbami faksem, a ponadto dostarczał je także goniec. Serwis dziennik.pl informuje, że w związku z zaistniałą sytuacją pojawiły się sugestie, że przesłanie zaproszeń zupełnie inną drogą mogła naciskać wiceprzewodnicząca komisji Elżbieta Radziszewska.