W raporcie zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej pojawiły się zarzuty, że o wyniku przetargu na przeprowadzony w 2009 r. remont samolotu, który 10 kwietnia 2010 r. rozbił się pod Smoleńskiem, „faktycznie zdecydowały władze państwowe Rosji”.
Obecny wiceprezes Grupy Bumar Marcin Idzik, który w listopadzie 2009 r., gdy tupolew był w trakcie remontu, został wiceszefem MON ds. uzbrojenia i modernizacji, zapewnia, że wszystko odbywało się zgodnie z procedurami, a prace nadzorowała Służba Kontrwywiadu Wojskowego.
- Było to poddane wszystkim procedurom w MON. Wszystkie służby się tym zajmowały. Nikt do tego wyniku postępowania uwag nie zgłosił jako do w pełni transparentnej i legalnej procedury – zapewnia Idzik.
Były wiceszef MON nie jest jednak do końca pewny, czy w czasie remontu przy samolocie faktycznie znajdował się jakiś funkcjonariusz SKW. W zasadzie Marcin Idzik nie pamięta, kto wówczas był przy remontowanym tupolewie.
- Przez cały czas pobytu w Samarze jedna osoba nie opuszczała tego samolotu, cały czas tam była. Nie pamiętam, czy była to osoba z pułku czy z SKW – wyjaśnia Marcin Idzik.