Już wcześniej władze w Phenianie wielokrotnie ostrzegały, że wszelkiego rodzaju „prowokacje” w pobliżu granic Korei Północnej doprowadzą do „konfliktu na szeroką skalę i wojny jądrowej”. W ubiegłym tygodniu północnokoreańskie władze wprost zagroziły już atakami na cele na kontynentalnym terytorium USA oraz na Hawajach i wyspie Guam, a także na amerykańskie bazy wojskowe w Korei Południowej.
- Otrzymaliśmy informacje o kolejnej niekonstruktywnej deklaracji Korei Północnej. Traktujemy te groźby poważnie i pozostajemy w ścisłym kontakcie z naszym południowokoreańskim sojusznikiem - oświadczyła rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego Białego Domu Caitlin Hayden.
Resort obrony Korei Płd. poinformował, że w pobliżu granicy nie zaobserwowano jeszcze żadnego nadzwyczajnego ruchu wojsk po tym, jak w nocy z czwartku na piątek Kim Dzong Un postawił siły zbrojne w stan alertu i ogłosił gotowość wojsk rakietowych do ataku na Koreę Południową i Stany Zjednoczone. Była to reakcja Phenianu na przelot nad Półwyspem Koreańskim dwóch amerykańskich bombowców strategicznych B-2.
Formalnie Korea Północna i Korea Południowa znajdują się w stanie wojny od 60 lat, gdyż po zakończenia konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim w 1953 roku nie zawarły układu pokojowego. Ogłoszenie „stanu wojny” z Koreą Południową oznacza jednak przejście Phenianu do kolejnej fazy eskalacji napięcia.