Z informacji Fundacji „Pro - Prawo do Życia”, wynika, że w naszym kraju kwitnie proceder handlu dziećmi poczętymi metodą in vitro.
- „Oko lekarza” decyduje o tym, któremu z nich dać możliwość rozwoju, a które zabić. Na końcu wstrzykuje się do ciała dziecka azot, by je potem zamrozić i trzymać w beczce aż znajdzie się kupiec. Ni to żywe, ni umarłe leżą tak czasami latami. Potem jeśli dziecko rozmrożenia nie przeżyje, to z beczki wyciąga się kolejne i kolejne... - czytamy w informacji Fundacji „Pro – Prawo do Życia” rozesłanej do mediów.
Przedstawiciele Fundacji zwracają uwagę, że odnosząc się do kwestii sprzedaży dzieci prokurator Joanna Dąbrowska z Białegostoku stwierdziła, że „uczynienie dziecka przedmiotem transakcji handlowej, nawet po to, żeby je wychować potem jak własne, niewątpliwie jest sytuacją, która poniża jego godność”. Oznacza to, że tego typu działanie wypełnia znamiona przestępstwa handlu ludźmi z art. 253 § 2. kodeksu karnego.
Zapytany o proceder handli dziećmi poczętymi metodą in vitro rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Adam Kozub przyznał, że „uzyskanie dziecka w drodze transakcji handlowej narusza jego interesy, gdyż brak jest w takim przypadku ochrony prawnej dziecka”.
Co ciekawe przedstawiciele Fundacji przypominają, że choć sama prokuratura przyznaje, że handlowanie dziećmi narusza ich interesy i godność, gdy w ubiegłym roku złożone zostało zawiadomienie o podejrzeniu popełniania przestępstwa handlu ludźmi poprzez sprzedawanie dzieci z in vitro, wówczas prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa.