Z informacji „Naszego Dziennika” wynika, że na pogrzebie Floriana Siwickiego obecna była wojskowa asysta honorowa z Dowództwa Garnizonu Warszawa. Potwierdza to Departament Prasowo-Informacyjny Ministerstwa Obrony Narodowej.
Zarówno historycy, jak i osoby związane z MON są oburzone pośmiertnym honorowaniem komunistycznego generała, który w 1968 r. dowodził polskimi oddziałami interweniującymi wraz z armiami innych państw Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, a w stanie wojennym był członkiem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego.
- Były mu postawione zarzuty popełnienia zbrodni komunistycznej, i to mocno uzasadnione. Czy taki człowiek zasługuje na jakieś honory? - pyta retorycznie oburzony całą sytuacją były minister obrony Romuald Szeremietiew.
Nawet obecny szef MON Tomasz Siemoniak informując na Twitterze o śmierci Siwickiego podkreślił, że przekazuje tę informację, bo jest to „fakt ważny dla opinii publicznej”, ale osobiście odciął się od honorowania komunistycznego generała i zapewnił, że jego „ocena postaci Siwickiego jest zdecydowanie negatywna, źle, że nie został osądzony”. Okazuje się, że wniosek o asystę do Dowództwa Garnizonu Warszawa złożył Klub Generałów, który według powszechnej opinii skupia głównie oficerów Ludowego Wojska Polskiego.