- Nie pierwszy raz mamy do czynienia z brakiem fachowości, jeśli chodzi o komunikację społeczną ze strony prokuratury. (...) Nie można sobie pozwolić na wpadki, jakich świadkami byliśmy ostatnio, bo przez tego typu niechlujność, jeśli chodzi o informowanie, czy formułowanie komunikatu, ci, którzy mają złą wolę albo jakiś interes polityczny, formułują albo podtrzymują najbardziej drastyczne i absurdalne wnioski – mówił Donald Tusk.
Premier zapewniał nawet, że w rozmowie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem zwracał już uwagę, że ze względu na wagę sprawy katastrofy smoleńskiej „powinna być ona niezwykle pieczołowicie traktowana w sensie precyzji przekazu”. Donald Tusk stwierdził jednak, że nie widzi żadnego powodu, aby kompromitujące wpadki podważały zasadnicze ustalenia komisji Millera. Premier przyznał też, że nie widzi żadnego powodu, aby komisja wznawiała prace.
Tłumacząc kompromitujące rozbieżności w danych o wysokości przełamania „pancernej brzozy” premier Donald Tusk stwierdził, że wszystko zależy od tego „jak kto mierzy” i zapewnił, że nie ma powodu do obaw, bo w końcu komunikaty prokuratury i komisji Millera i tak zbliżyły się do 510 cm.
- Ponieważ na końcu komunikaty prokuratury i komisji Millera zbliżyły się do tych 510 cm, to w zależności jak kto mierzy - czy od podstawy złamania, czy od korzenia, czy od mchu et cetera - zależą różne wyniki - oświadczył Tusk.