– W tym przypadku mogło dojść do ujawnienia informacji niejawnych , które mogą zagrażać bezpieczeństwu państwa i funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Prawnicy na obecnym etapie analizują czy ewentualnie zawiadomić w tym przypadku prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa – tłumaczy płk Pawlikowski.
Były szef BOR podkreślił, że dwa dni temu odbyła się konferencja naukowa na temat katastrofy smoleńskiej. Jeden z paneli dotyczył zabezpieczenia wizyty przez BOR, wówczas gen. Janicki się nie pojawił, najwyraźniej wolał rozmawiać z dziennikarzami „Gazety Wyborczej”.
- Marian Janicki nie miał odwagi pojawić się na spotkaniu. Mógł przedstawić swoje stanowisko i odnieść się do zarzutów. Zamiast tego woli grać nie fair. Jeśli chodzi o zabezpieczenie wizyty w 2007 roku to oskarżanie mnie o złe zabezpieczenie wizyty prezydenta zostało potraktowane wybiórczo. Informacje zawarte w artykule nie przedstawiają do końca stanu faktycznego oraz wzajemnie się wykluczają – mówi Pawlikowski. - Podano na przykład że Rosjanie nie zabezpieczyli samochodu pancernego dla prezydenta, ale w tekście redaktor zapomniał dodać, że samochód pancerny został zabezpieczony przez Biuro Ochrony Rządu własnymi środkami. Ponadto artykuł informuje, że nie byłem zaangażowany w nadzór wizyty , z kolei w innym miejscu podaje że podpisywałem dokumenty. To informacje wykluczające się nawzajem – mówi w rozmowie z portalem Niezalezna.pl płk. Pawlikowski.
Przypomnijmy, że w trakcie „Debaty Smoleńskiej” na UKSW były szef BOR Andrzej Pawlikowski w ostrych słowach skrytykował sposób zabezpieczenia przez BOR wizyty prezydenta 10 kwietnia 2010 r. Podkreślił, że jedyna osoba z Biura będąca na płycie lotniska to funkcjonariusz pełniący rolę kierowcy, pozbawiony broni i odpowiednich środków łączności. Pawlikowski sporo miejsca poświęcił szefowi BOR Marianowi Janickiemu; zarzucił mu brak kompetencji, doświadczenia i odpowiedniego wykształcenia.
O zawrotnej karierze Mariana Janickiego „Gazeta Polska” pisała na początku stycznia (Przeczytaj cały tekst „Tajemnice szefa BOR. Rzecz o Marianie Janickim”). Generał Marian Janicki, obecny szef Biura Ochrony Rządu, karierę w Biurze zawdzięcza swojemu ojcu Włodzimierzowi, funkcjonariuszowi BOR w czasach PRL, kierowcy partyjnych tuzów, i szkolonemu przez Sowietów szefowi BOR Olgierdowi Darżynkiewiczowi. To te kontakty zadecydowały o pozycji Mariana Janickiego, który służbę w MSW rozpoczął w 1987 r. w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Krakowie. Pytany przez „Gazetę Polską” o służbę w MO, Marian Janicki zaprzeczył, by kiedykolwiek był milicjantem. Dokumenty, do których dotarliśmy, mówią jednak coś zupełnie innego…
Marian Janicki, rocznik 1961. Zaprzyjaźniony z Pawłem Grasiem – przez dłuższy czas byli sąsiadami w podkrakowskim Zabierzowie, gdzie mieszkali od siebie w odległości kilkuset metrów. Marian Janicki ma tam dom, Paweł Graś był dozorcą posiadłości niemieckiego biznesmena.
O szczegółach przeszłości obecnego szefa BOR nie można dowiedzieć się z jego oficjalnego biogramu zamieszczonego na stronie BOR. Wynika z niego jedynie, że urodził się w Krakowie i jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej. Służbę w resorcie spraw wewnętrznych rozpoczął w 1987 r., a w Biurze Ochrony Rządu w 1988 r. Kolejne zapisy dotyczą lat 90.
Szukając informacji na temat Mariana Janickiego w archiwach służb specjalnych PRL, dotarliśmy do dokumentów, które rzucają zupełnie nowe światło na przeszłość gen. Mariana Janickiego. Przeszłość, o której nie można dowiedzieć się z oficjalnych źródeł i o której nie wspomina Janicki.