- Nie wykluczam, że krzyż gdzieś wyrzucono. Milicjanci sami zadzwonili do mnie wczoraj około godz. 23, proponując, żeby pojechać na Kuropaty. Ale powiedziałem, że szukanie czegokolwiek po ciemku nie ma sensu i lepiej zaczekać do rana – powiedział Ramanouski, którego cytuje niezależna gazeta internetowa „Biełorusskije Nowosti”.
Drewniany krzyż upamiętniający polskich oficerów zamordowanych na Białorusi podczas stalinowskich represji został postawiony w Kuropatach w czwartek przez samego Ramanouskiego. Stanął w pobliżu miejsca, gdzie 29 października położono z inicjatywy historyka Ihara Kuzniacoua z białoruskiego oddziału Memoriału kamień węgielny pod pomnik upamiętniający polskich oficerów zamordowanych na Białorusi w 1940 i 1941 r.
W poniedziałek rano Ramanouski pojechał na Kuropaty, gdzie już czekali na niego milicjanci. - Obejrzeliśmy miejsce zdarzenia i spisano protokół. Potem złożyłem wyjaśnienia (...). Pracownicy milicji odnosili się do mnie ze zrozumieniem, ale nie spodziewam się, by wandali znaleziono. Takich precedensów jeszcze nie było – oświadczył.
Ramanouski dodał, że do wiosny Memoriał nie będzie podejmować żadnych działań w kierunku postawienia nowego znaku pamięci. - Mam nadzieję, że do tego czasu sytuacja w Kuropatach zostanie uregulowana. Potem postawimy taki znak pamięci, który będzie trudno zlikwidować – oznajmił.
Kuzniacou szacuje, że od września 1939 r. do czerwca 1941 r. rozstrzelano na Białorusi co najmniej 8,6 tys. polskich oficerów i 8 tys. polskich cywilów. Jak podkreśla, Polacy to druga po Białorusinach pod względem liczby rozstrzelanych narodowość, jaka padła ofiarą stalinowskich represji na Białorusi.
Zdaniem historyka szczątki polskich oficerów mogą spoczywać w różnych miejscach – w Kuropatach, w Traściańcu (pod Mińskiem) czy Łoszycach (też w okolicach Mińska) – i aby to określić, konieczne są ekshumacje.
