Najwięcej interwencji odnotowano w województwie dolnośląskim - 543, a także w pomorskim, warmińsko-mazurskim, lubuskim i mazowieckim. W związku z burzami od początku lipca strażacy interweniowali już ponad 8,4 tys. razy.
Anomaliom pogodowym nie można przeciwdziałać, można jednak minimalizować wywołane przez nie straty. Jednak, jak informowała „Gazeta Polska Codziennie”, w Polsce praktycznie nie działa system ostrzegania o klęskach żywiołowych, a zarządzanie kryzysowe jest mało profesjonalne.
Żeby zminimalizować straty, konieczny jest system ostrzegania, który pozwoli władzom samorządowym oraz mieszkańcom przygotować się na kataklizm. W Polsce taki system nie działa prawidłowo, stwierdził w rozmowie z „Codzienną” Paweł Soloch, były podsekretarz stanu w MSWiA.
– Za czasów Donalda Tuska Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, którego zadaniem było analizowanie zagrożeń, także pogodowych, oraz ostrzeganie o potencjalnych zagrożeniach dla ludności, nie spełnia swojej funkcji – mówi Soloch. Mało sprawne są również struktury zarządzania kryzysowego, które po podziale MSWiA nie mają jednego koordynatora ale podlegają jednocześnie wojewodom i szefom służb nadzorowanym przez MSW.
Na razie Polakom pozostają rady straży pożarnej. M.in. w dniach, w których zapowiadane są burze, wychodząc z domu należy usunąć wszystkie przedmioty z balkonów i parapetów, pozamykać okna. Gdyż zostaniemy zaskoczeni przez burzę, nie należy szukać schronienia pod słupami wysokiego napięcia, drzewami, lekkimi konstrukcjami, takimi jak wiaty przystankowe - one mogą zostać porwane przez wiatr. Najlepiej schronić się w jakimś budynku. Także jadąc samochodem, warto zjechać na pobocze, na parking i schować się, np. w budynku stacji benzynowej. Powinniśmy starać się unikać parkowania samochodów pod drzewami.

