- Nasza demonstracja została zgodnie z prawem zgłoszona w Urzędzie Miejskim dnia 5 maja (dysponujemy potwierdzoną kopią zgłoszenia), na trasie przechodzącej przez ulicę Jana z Kolna. W ustawowym terminie 3 dni od zgłoszenia miasto nie zakazało zgromadzenia, w związku z czym było ono LEGALNE - oświadczają gdańszczanie na portalu Grupy Inicjatywnej Nic o nas bez nas.
- W związku z powyższym, zatrzymanie naszego marszu na ulicy Wały Piastowskie było złamaniem prawa, a konkretnie Art. 52 ust. 1 Kodeksu Wykroczeń. Wobec odpowiedzialnych za to działanie osób będziemy domagać się wyciągnięcia konsekwencji prawnych – na początku przyszłego tygodnia zawiadomimy odpowiednie organy o złamaniu prawa przez władze Gdańska.
- Użycie gazu oraz tarcz wobec bezbronnych osób (w tym kobiet, rencistów i osób starszych) przez pracowników wynajętej przez miasto firmy ochroniarskiej, jest przestępstwem. Po akcji firmy Taurus jedna z osób straciła przytomność i odwieziono ją do szpitala, a kilku osobom służby medyczne udzieliły pomocy na miejscu.
Organizatorzy Marszu Pustych Garnków dodają, że jedynym celem ich demonstracji był sprzeciw wobec planowanych przez miasto drastycznych podwyżek czynszów w mieszkaniach komunalnych.
W obecnej sytuacji uczestników marszu niepokoi również wydawanie setek milionów złotych na siedzibę Europejskiego Centrum Solidarności, „podczas gdy miasto nie zapewnia podstawowych potrzeb mieszkańców”.
Według demonstrantów, odpowiedzialny za sobotnie wydarzenia jest prezydent Paweł Adamowicz, który „dla ochrony własnego wizerunku postanowił odmówić mieszkańcom prawa obowiązującego w każdym demokratycznym państwie – prawa do protestu. Prawa, wywalczonego w Polsce przez Solidarność, do której dziedzictwa Adamowicz odwoływał się w swoim dzisiejszym przemówieniu”.