Jak przypomina polityk, logo polskiej prezydencji przedstawia skierowane w górę i stykające się ze sobą strzałki, które są w kolorze żółtym, czarnym, zielonym, granatowym, pomarańczowym i czerwonym. Przy ostatniej znajduje się biało-czerwona flaga.
- Tusk przekonywał, że logo wyraża istotę tego, co w Polsce się stało przez ostatnie 20 lat. To dość oryginalna teza, patrząc na tych kilka strzałek skierowanych ku górze. Niestety to już drugi po słynnych drewnianych bączkach symbol polskiej prezydencji, który wydaje się być kompletnie niezrozumiały - zauważa Poręba.
- Ale nie to jest najważniejsze. Wciąż bowiem rząd nie określił merytorycznego wymiaru polskiej prezydencji. Do jej rozpoczęcia zostało półtora miesiąca, a my wciąż nie znamy jakie będą cele polskiego przewodzenia UE. Co chcemy osiągnąć. Jakie tematy zamierzamy podjąć.
- Wiemy już na pewno, że wśród polskich celów nie będzie rolnictwa, co jest absolutnym skandalem patrząc jak bardzo polscy rolnicy są dyskryminowani w wysokości dopłat do hektara. Wiemy też , że Polska nie zamierza podjąć tematu Strategii Bałtyckiej, której rewizja przypada właśnie na czas polskiej prezydencji. Byłoby to logiczne zwłaszcza w kontekście Nord Streamu i ewidentnych z nim zagrożeń dla ekosystemu Morza Bałtyckiego.
- Prawdopodobnie nie będzie też żadnego celu identyfikowanego z naszym regionem. Takim mógłby być Program lub Strategia Karpacka, a więc zintensyfikowanie współpracy w ramach regionu Karpat i powalczenie o finansowanie jego rozwoju z budżetu UE.
- Jestem niemal pewien - pisze europoseł PiS - że celem polskiego rządu nie jest jednak podjęcia ważnych dla Polski spraw, ale łatwe miłe i przyjemne przetrwanie prezydencji. Najważniejsze będą rauty i imprezy towarzyszące z udziałem europejskich liderów. Przy nich będą się ogrzewać premier i poszczególni ministrowie. Co tam polskie sprawy. Głównym celem są wybory, a gładka prezydencja ma pomóc Platformie je wygrać - podsumowuje Tomasz Poręba.