Minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau w niedzielę w TVP INFO, odpowiadając na pytanie, czy nadchodzące wybory parlamentarne w Polsce "rozstrzygną o istnieniu Trójmorza, czy rozstrzygną o poddaniu Polski pod dyktando Niemiec, pod dyktando Moskwy", stwierdził, że "bez wątpienia tak". - "Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy do władzy dochodzą nasi oponenci - scenariusze fatalne dla polskiej wolności, dla polskiej demokracji, dla polskiej gospodarki kreślimy codziennie" - zauważył Rau. Wskazał też na relacje międzynarodowe. "Jesteśmy dzięki naszemu wysiłkowi zbrojnemu, dzięki wysiłkowi politycznemu, w tym także dzięki działaniom naszej dyplomacji zwornikiem wschodniej flanki NATO, czyli praktycznie zwornikiem wschodniej tarczy NATO" - stwierdził, dodając, że "gdyby (...) do władzy doszli nasi przeciwnicy - na wschodniej flance, w naszym miejscu cała Europa, Wspólnota Transatlantycka miałaby taki rząd niemiecki bis". Zwrócił uwagę jak w sprawach bezpieczeństwa zachowują się Niemcy, jak wspierali Ukrainę.
- "To są rzeczy absolutnie nieporównywalne z nami. My pomagaliśmy tak szybko i tak dużo, jak to możliwe, a niemieccy partnerzy tak mało i tak wolno jak to możliwe" - ocenił minister Rau.
Jego zdaniem gdyby Polska nie uprawiała takiej polityki, jaką prowadziła przez 8 ostatnich lat, "stopień emancypacji regionu byłby ograniczony".
Dodał, że na gruncie unijnym Polska jest też odbierana, jako "autentyczna zapora dla tego, co dzisiaj nazywa się procesem federalizacji Europy - faktycznie niemieckiej dominacji, bo przecież Unia Europejska, także ze względów czysto ustrojowych, nigdy nie będzie państwem - zatem jako orędownika Europy wolnych suwerennych państw narodowych".
Podkreślił też, że polska polityka wschodnia "powinna stanowić zaporę dla stale odradzającego się rosyjskiego imperializmu".