Wszyscy trzej politycy zajmują dziś kluczowe stanowiska w państwie, które mogą być wykorzystane do zamachu na państwo prawa. Włodzimierz Czarzasty, marszałek Sejmu, przedstawiany jako osoba mogąca przejąć obowiązki prezydenta Karola Nawrockiego, dowodził niedawno: „Obowiązkiem prezydenta jest przyjęcie ślubowania pana Berka, ponieważ formuła jest taka, że członek TK składa ślubowanie wobec prezydenta, w jego obecności bądź nie, byleby to było wobec prezydenta”. Szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec skierował do prezydenta pismo, w którym wyraził oczekiwanie, że niezwłocznie przyjmie ślubowanie od Berka. Siwiec stwierdził, że wcześniejsze pismo prezydenta, kwestionujące prawidłowość wyboru Berka, „nie ma oparcia w jakichkolwiek przepisach prawa”. Jeszcze dalej poszedł Ryszard Kalisz, który na antenie TVN 24 jako członek Państwowej Komisji Wyborczej stwierdził, że prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski „popełnia przestępstwo, nie dopuszczając do orzekania nowych sędziów TK”.
Dodał, że jego zdaniem „policja może zatrzymać prezesa TK na gorącym uczynku”. „Przecież on popełnia przestępstwo (...) Popełnia przestępstwo codziennie, można to stwierdzić, i państwo powinno działać na gorącym uczynku, i wtedy immunitet nie obowiązuje. Państwo powinno działać” – brnął w swojej narracji Kalisz. Wcześniej kwestionował on to, czy prezydent Karol Nawrocki jest legalnie wybrany.
„Bito jego głową w drzwi”
Siwiec do PZPR wstąpił w 1977 roku, Kalisz w 1978 roku, a Czarzasty w 1983 roku, co obciąża najbardziej tego ostatniego, bo zapisał się do partii, z której w tym czasie wszyscy ludzie mający odrobinę przyzwoitości występowali – po wprowadzeniu stanu wojennego, zamknięciu 10 tys. opozycjonistów do więzień i masakrze górników w kopalni „Wujek”. Czarzastemu, jak widać, to nie przeszkadzało, a Kalisz i Siwiec również postanowili robić karierę pod okiem przestępczej junty stanu wojennego.
Wszyscy trzej działali też w tej samej frakcji PZPR, wywodząc się z młodzieżowego Socjalistycznego Związku Studentów Polskich (SZSP), który lansował się na bardziej światłą frakcję komunistycznej partii. W rzeczywistości SZSP, mające swoją siedzibę na ulicy Ordynackiej w Warszawie, odpowiadało za najbardziej haniebne ataki na Towarzystwo Kursów Naukowych, nazywane też Latającym Uniwersytetem. Jego wykłady organizowane w prywatnych mieszkaniach, brutalnie rozbijane były przez bojówkarzy.
Jan Józef Lipski w książce „KOR” tak opisywał działalność bojówek z Ordynackiej z 1979 roku:
„Ludzie, ludzie, mój ojciec umiera!”
Podobnie te same wydarzenia opisywał sam Jacek Kuroń w książce „Gwiezdny czas”:
Lipski nie miał wątpliwości co do tego, kto stał za napaściami: „Kim byli bojówkarze? Świadkowie kolejnych zajść rozpoznawali wśród nich znanych sobie funkcjonariuszy bezpieczeństwa, ale nie oni stanowili trzon bojówki. Parę osób zidentyfikowano po nazwisku jeszcze przed napadem. Byli to działacze Socjalistycznego Zrzeszenia Studentów Polskich (…) Do zidentyfikowania najbardziej wyróżniających się napastników przyczynili się głównie studenci Akademii Wychowania Fizycznego. Okazało się mianowicie, że w skład grupy – szczególnie tej z 21 marca – wchodzili członkowie SZSP specjalizujący się w karate, zapaśnictwie, podnoszeniu ciężarów i boksie. Bojówki były zorganizowane przez Zarząd Wojewódzki SZSP”. Ich organizatorem był z nadania SZSP Ireneusz Nawrocki.
Antysemiccy bojówkarze z ulicy Ordynackiej
Jak wynika z relacji Kuronia, częścią ideologii SZSP był – w co trudno będzie uwierzyć dzisiejszym zwolennikom Czarzastego – antysemityzm:
„Jaki więc jest ten światopogląd? Przede wszystkim – polski, bo »jesteśmy Polakami« (…) Mój dziadek – zwierzał się któryś – zastrzelił w czasie wojny siedmiu takich zdrajców jak pan, panie Kuroń. Ja też bym strzelał, ale nie wolno (...) Nie brakło również wątku żydowskiego. Co pewien czas ktoś go podejmował już to aluzyjnie, np. zwracając się per Izaak Kuroń, już to wprost, np. objaśniając mój zły charakter żydowską krwią (dosłownie). Za każdym razem znawcy przedmiotu prostowali: »z tego punktu widzenia pan Kuroń jest czysty« (dosłownie). Rozumiem teraz, że »prawdziwy Polak« jest rasowo czysty” („Biuletyn Informacyjny KOR" nr 2/28 z 1979 roku).
Ani katowanie opozycjonistów, ani antysemityzm nie zaszkodziły bojówkarzom w karierach w III RP. 14 marca 1979 roku napadli oni Adama Michnika oraz Konrada Bielińskiego i Jana Cywińskiego. Bojówkarze chwycili Michnika za ręce i wybili nim szybę w drzwiach klatki schodowej. Cywiński zapamiętał twarz napastnika. Dowiedział się, że bojówkarz nazywa się Ireneusz Tondera. W III RP z nadania ugrupowania Czarzastego Tondera był przez wiele lat radnym SLD na Pradze Północ.
Bojówkarze w TVP i na gali
Opisywanym jako jeden z dwóch najbardziej brutalnych bandytów był działacz SZSP Jerzy Folcik. Gdy formacja Czarzastego doszła do władzy, znalazł się na eksponowanym stanowisku. Co skończyło się aferą. „Jerzy Folcik, wicedyrektor Biura Administracji TVP SA, od dwóch miesięcy pozostaje zawieszony w swych służbowych obowiązkach. Pobiera pensję wysokości ok. 3 tys. zł miesięcznie. Decyzję o zawieszeniu jego przełożeni podjęli po publikacjach »Rzeczpospolitej«, »Gazety Wyborczej« i »Expressu Wieczornego«, przypominających przeszłość Jerzego Folcika, członka studenckiej bojówki z lat 70., działającej z inspiracji ówczesnej władzy. Bojówka wsławiła się pobiciem w 1979 roku członków Komitetu Obrony Robotników i Towarzystwa Kursów Naukowych, tzw. Latającego” – pisała Rzeczpospolita 16 stycznia 1997 roku.
Jeden z głównych organizatorów bojówek nadal honorowany jest przez ugrupowanie Czarzastego. Jak informowała 25 kwietnia 2025 roku strona Stowarzyszenia Ordynacka, zrzeszającego byłych działaczy tej organizacji, „Irek Nawrocki” brał udział w gali 75-lecia ZSP.
Czerwoni biznesmeni
W przypadku Czarzastego i Siwca biją po oczach ich moskiewskie powiązania. „Gazeta Polska” pisała o związkach Czarzastego ze Swietłaną Czestnych. To obywatelka Rosji handlującą dziełami sztuki, związana z domem aukcyjnym powiązanym z dużym rosyjskim bankiem kontrolowanym przez Kreml. Dwa lata temu nabyła udziały w spółce obecnego marszałka Sejmu. Autografy Józefa Stalina czy szefa NKWD Ławrientija Berii – m.in. tymi zdobyczami chwaliła się w materiale telewizyjnym Swietłana Czestnych. Siwiec, który za czasów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego był szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego i zasłynął parodiowaniem gestu Jana Pawła II całowania ziemi, został osobiście przyjęty przez Władimira Putina.
Obaj byli beneficjentami transformacji komunizmu. Ojciec Siwca pracował jako nomenklaturowy wicedyrektor tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego „Siarkopol”, a jego matka była prokuratorem. Siwiec w czasie ostatniego zjazdu PZPR został redaktorem naczelnym „Trybuny Kongresowej”, czyli mutacji „Trybuny Ludu”. Wszedł w skład rady nadzorczej spółki Transakcja założonej przez KC PZPR, ZSMP, Akademię Nauk Społecznych przy KC PZPR oraz RSW „Prasa–Książka–Ruch”. Od 1991 do 1992 roku pełnił funkcję dyrektora generalnego powiązanej z Art-B spółki Print AB.
Czarzasty w latach 1988–1990 był dyrektorem Akademickiego Biura Kultury i Sztuki Alma-Art. To Alma-Art organizowała wyjazdy polskich zespołów rockowych do Związku Sowieckiego i decydowała, która grupa muzyczna ze „zgniłego Zachodu” może przyjechać do Polsk. W latach 1990–2000 Czarzasty był współwłaścicielem i prezesem zarządu oficyny wydawniczej Muza, utworzonej przez podmioty kontrolowane przez PZPR.
Dziś wszyscy trzej znaleźli się w centrum scenariusza Donalda Tuska atakującego Trybunał Konstytucyjny, co może być preludium do faktycznego usunięcia ze stanowiska prezydenta Karola Nawrockiego. Lepszych ludzi od brudnej roboty Tusk nie mógł znaleźć.
Temat numeru: #Nowak znów buduje. Były minister Tuska i milionowe kontrakty. Ponadto: » #Czarzasty, #Kalisz, #Siwiec - trzej komuniści #Tusk.a » Prokuratura ukrywa, gdzie jest Kral » Audyt bezpieczeństwa warszawskich mostów » https://t.co/OFRAy7vnTm » https://t.co/FOE7JQ5yhV https://t.co/p2AlyFHfvx
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) October 7, 2026