Sikorski skomentował w rozmowie z dziennikarzami w Nowym Jorku wypowiedź prezydenta Karola Nawrockiego w wywiadzie dla agencji Bloomberga o tym, że jeśli baza powstanie, będzie się nazywać Fort Trump.
- Rząd i prezydent działają wspólnie na rzecz stworzenia drugiej stałej bazy amerykańskiej w Polsce, ale proponowanie nazwy Fort Trump ja uważam za demonstrowanie takiej uniżoności
- powiedział. - Ja wiem, że to w Stanach taka się przyjęła maniera, ale to nie buduje szacunku, a po drugie jest ryzykowne - dodał.
Zauważył, że zanim instalacja zacznie działać, co stanie się za kilka lat, potrzebuje finansowania zatwierdzonego przez Kongres USA, który niedługo może być kontrolowany przez Demokratów.
- Wydaje mi się, że i w Polsce, i w Stanach mamy takich bohaterów, którzy mniej kontrowersji wywoływaliby w Kongresie. Myślę o Pułaskim, Kościuszce albo jeśli chcemy już politycznie, to ja bym wolał Ronalda Reagana
- skwitował.
Wcześniej szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz poinformował, że Nawrocki rozmawiał z prezydentem Donaldem Trumpem o budowie bazy podczas wtorkowego przyjęcia wydanego dla przywódców biorących udział w debacie w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Jak przekazał Przydacz, prezydent Polski poruszył w trakcie rozmowy z Trumpem „konkrety", czyli - jak wyjaśnił prezydencki minister - sprawę stałej obecności bazy wojsk amerykańskich w Polsce.
- Decyzja (ws. bazy USA - red.) została już wypracowana, więc poza potwierdzeniem tego faktu ze strony prezydenta Donalda Trumpa niewiele już więcej na poziomie prezydenckim można wykonać. Teraz jest zadanie dla ministra obrony narodowej, wiceministrów, dyrektorów, Wojska Polskiego, aby przekuć tę deklarację i gotowość polityczną w konkretne decyzje
- podkreślił Przydacz. Wśród takich decyzji wymienił m.in. znalezienie lokalizacji dla bazy.