Świadczą o tym choćby dwie tury głosowań, które odbyły się w przedostatni dzień sesji – zdarzyło się to po raz trzeci w ciągu pięcioletniej kadencji. O tej sesji PE można by powiedzieć słowami Alfreda Hitchcocka, że najpierw było trzęsienie ziemi, a potem napięcie narastało.
Prokuratura Europejska i kompetencje państw członkowskich
Pierwszym punktem agendy była debata nad raportem hiszpańskiego posła, byłego ambasadora Unii Europejskiej w Argentynie, Jose Ignacio Salafranca Sanchez-Neyra na temat „Unijnego programu zwalczania nadużyć finansowych”. Cel szczytny, a wręcz nawet bezdyskusyjny, ale diabeł zawsze siedzi w szczegółach. Występując w imieniu Grupy Politycznej Europejskich Konserwatystów i Reformatorów podkreśliłem, że wspólne zwalczanie oszustw oraz ułatwienia we wzajemnej pomocy na szczeblu administracji i służb są czymś jak najbardziej pozytywnym. Nie możemy jednak poprzeć odniesień zawartych w rezolucji do roli prokuratury europejskiej. Sceptycznie zapatruję się, wraz z moimi kolegami europosłami z Prawa i Sprawiedliwości, na tę instytucję w kwestii przekazywania uprawnień państw narodowych do Brukseli – w tym także w obszarze wymiaru sprawiedliwości i zbędnej naszym zdaniem instytucji, jaką jest tzw. prokuratura europejska. Przejawem takich tendencji federalistycznych i paneuropejskich jest promowanie właśnie nowego organu Unii – prokuratury europejskiej. Dyrektywa „PIF” (Protection of the Financial Interests of the EU) w sprawie zwalczania za pośrednictwem prawa karnego nadużyć na szkodę finansową Unii w praktyce również może być pretekstem do przejmowania kompetencji państw członkowskich UE przez struktury i prawo europejskie. W tym samym sprawozdaniu posła Salafranca znalazł się zapis o powiązaniu wypłacania środków unijnych ze stanem praworządności w państwach UE. Zaprotestowałem przeciw temu, podkreślając, że w praktyce jest to atak na kraje członkowskie Wspólnot Europejskich. Dodajmy – przy bardzo nieprecyzyjnym określeniu obszaru, który może ewentualnie kwestionować Bruksela. Warto podkreślić, że nawet European Court of Auditors, czyli Europejski Trybunał Obrachunkowy (odpowiednik naszej Najwyższej Izby Kontroli, tyle że na poziomie unijnym) negatywnie wypowiedział się o tym projekcie swoistej marchewki finansowej i kija budżetowego forsowanym przez Komisję Europejską oraz europarlament.
Również kontrowersyjne jest wyposażenie Komisji Europejskiej w uprawnienia do standaryzowania kontroli. To także swoiste wrogie przejęcie kompetencji państw członkowskich Unii.
Afryka, Arktyka, ryby
Dla polskich rybaków mogła być interesująca debata w Parlamencie Europejskim nad raportem francuskiego europosła Alaina Cadeca o „Wieloletnim planie gospodarowania stadami ryb w wodach zachodnich i wodach sąsiadujących oraz połowów eksploatujących te stada”. Tym bardziej, że owo sprawozdanie zmienia rozporządzenie UE z 2016 r., które się odnosiło do wieloletnich planów połowowych na Morzu Bałtyckim.
Zapewne mniejsze zainteresowanie w naszym kraju – choć przypuszczalnie większe w Afryce – wzbudziło „Oświadczenie Komisji Europejskiej w sprawie dużych drapieżników”.
Również zapewne mniej dla Polaków istotna była debata o „Umowie o partnerstwie w sprawie połowów między Republiką Wybrzeża Kości Słoniowej a Unią Europejską (2018–2024)” oraz analogiczna „Umowa o partnerstwie w sprawie zrównoważonych połowów między UE a Marokiem”.
Aktywna w Parlamencie Europejskim Komisja Rybołówstwa, w której kiedyś czynnie zasiadał jako europoseł obecny minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk, przygotowała też, tak dla równowagi, „Umowę o sprawie zapobiegania nieuregulowanym połowom na morzu pełnym w środkowej części Oceanu Arktycznego”. Wszystkie te „rybne” regulacje zostały przegłosowane dużą większością głosów.
Unia pochyla się nad Syrią i Bałkanami
Debatowano też o umowie o partnerstwie, wolnym handlu oraz ochronie inwestycji między Unią Europejską a Singapurem.
Odbyła się również dyskusja z udziałem wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej – Wysokiej Przedstawiciel Unii ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa Federiki Mogherini o sytuacji w Syrii w kontekście zapowiedzi o wycofaniu się stamtąd Amerykanów, a jednocześnie aktywności rosyjskiej w tym kraju.
Widocznym znakiem politycznego inwestowania Unii Europejskiej w Bałkany Zachodnie jest „Sprawozdanie za rok 2018 dotyczące Bośni i Hercegowiny”. Sarajewo nie ma szans wejść do Unii w pierwszej kolejności w tym regionie, ale to państwo podzielone na trzy enklawy: katolickich Chorwatów, prawosławnych Serbów i muzułmańskich Bośniaków marzy, aby to uczynić w nieodległej perspektywie po Czarnogórze, Macedonii, Serbii i zapewne Albanii. Ale nawet w przypadku tych bałkańskich prymusów – Podgoricy, Skopje, Belgradu i Tirany – nie nastąpi to wcześniej niż za mniej więcej dekadę.
Bardzo ważna była debata z nowym premierem Włoch, reprezentującym eurosceptyczny gabinet Ligi Matteo Salviniego i Ruchu Pięciu Gwiazd Luigi Di Maio – profesorem ekonomii Giussepem Conte. Spokojny, wyważony „bezpartyjny fachowiec” jest zaprzeczeniem lewicowych i liberalnych stereotypów na temat obecnych władz Italii.
Feministki, marihuana i LGBT
Oczywiście nie zabrakło również w agendzie sesji europarlamentu tematów ideologicznych. Taki charakter miała debata dotycząca pytania ustnego na temat: „Napotykane wrogie nastawienie w odniesieniu do praw kobiet i równouprawnienia płci w UE”. Została ona zainicjowana przez bardzo feministyczną Komisję Praw Kobiet i Równouprawnienia. Swoistym kontrapunktem dla tego raportu był podpisany przez grupę posłów o poglądach konserwatywnych alternatywny projekt rezolucji, którego sygnatariuszem była polska posłanka Jadwiga Wiśniewska (PiS). Jednak nie był to jedyny ideologiczny temat. Debatowano również o np. „Prawach osób interseksualnych” oraz o „Przyszłości wykazu działań na rzecz LGBT”.
Parlament Europejski pochylił się nad sprawozdaniem o „Stosowaniu marihuany w celach leczniczych”. W głosowaniu przepadł wniosek postkomunistów i „zjednoczonej nordyckiej lewicy” o znaczącym rozszerzeniu definicji „marihuany leczniczej”.
Środowiska konserwatywne i tradycjonalistyczne też potrafią przypuszczać w parlamencie w Strasburgu ofensywę. Z inicjatywy słowackiego europosła z chrześcijańskiej demokracji, byłego ambasadora tego kraju w Kanadzie, jednoznacznie i publicznie opowiadającego się za życiem (pro-life) Miroslawa Mikolasika oraz niemieckiego chadeka Petera Liese podjęto debatę na temat „Modyfikacji genomu zarodków ludzkich”.
Regulacje regulacjami, raporty raportami, ale w Strasburgu, w opustoszałym przez cały miesiąc – poza czterema dniami sesji – gmachu Parlamentu Europejskiego wyczuwa się przede wszystkim atmosferę „końca wieku” i kampanii wyborczej. Kampanii, która głęboko zmieni układ sił i geografię polityczną europarlamentu oraz, być może, całej Unii.