W Austrii było blisko, by po raz pierwszy w powojennej Europie na głowę państwa wybrano przedstawiciela partii określanej przez „salon” jako „skrajnie prawicowa”. Dziwnym trafem skala nieprawidłowości stwierdzonych w drugiej turze wyborów z 22 maja br. zmusiła austriacki sąd konstytucyjny do unieważnienia głosowania.
Powtórkę drugiej tury wyborów planowano na 2 października. W sondażach prowadził kandydat „skrajnie prawicowej” partii FPÖ, czyli po prostu chrześcijański konserwatysta Norbert Hofer. A tu znów się okazało, że koperty do głosowania korespondencyjnego są wadliwe – można je otwierać, nie zostawiając śladu. Ponieważ problem stawał się głośny, austriackie MSW ogłosiło 12 września odłożenie wyborów do 4 grudnia, co jest sprawą poważną, bo wymaga zmiany prawa wyborczego, a może nawet konstytucji.
„Najwyraźniej układ próbuje wszystkiego, aby zapobiec wyborowi Norberta Hofera na prezydenta” – stwierdził szef FPÖ Heinz-Christian Strache. A tymczasem kim postanowił się zająć Parlament Europejski 13 września, nazajutrz po ogłoszeniu decyzji Austriaków? Polską!
Źródło: Gazeta Polska Codziennie
#wybory w Austrii
#Parlament Europejski
#Austria
Olivier Bault