Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Olivier Bault,
14.09.2016 14:50

Parlament Europejski widzi, co chce

W Austrii było blisko, by po raz pierwszy w powojennej Europie na głowę państwa wybrano przedstawiciela partii określanej przez „salon” jako „skrajnie prawicowa”.

W Austrii było blisko, by po raz pierwszy w powojennej Europie na głowę państwa wybrano przedstawiciela partii określanej przez „salon” jako „skrajnie prawicowa”. Dziwnym trafem skala nieprawidłowości stwierdzonych w drugiej turze wyborów z 22 maja br. zmusiła austriacki sąd konstytucyjny do unieważnienia głosowania.

Powtórkę drugiej tury wyborów planowano na 2 października. W sondażach prowadził kandydat „skrajnie prawicowej” partii FPÖ, czyli po prostu chrześcijański konserwatysta Norbert Hofer. A tu znów się okazało, że koperty do głosowania korespondencyjnego są wadliwe – można je otwierać, nie zostawiając śladu. Ponieważ problem stawał się głośny, austriackie MSW ogłosiło 12 września odłożenie wyborów do 4 grudnia, co jest sprawą poważną, bo wymaga zmiany prawa wyborczego, a może nawet konstytucji. „Najwyraźniej układ próbuje wszystkiego, aby zapobiec wyborowi Norberta Hofera na prezydenta” – stwierdził szef FPÖ Heinz-Christian Strache. A tymczasem kim postanowił się zająć Parlament Europejski 13 września, nazajutrz po ogłoszeniu decyzji Austriaków? Polską!

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE