O odejściu z rządu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz poinformowała w czwartek, 22 października, w mediach społecznościowych. Od grudnia 2023 roku była ministrem funduszy i polityki regionalnej.
– Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki – napisała.
Jako powód wskazała m.in. głosowanie w Sejmie nad zniesieniem dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Limit dwóch kadencji ostatecznie utrzymano, ale Pełczyńska-Nałęcz skrytykowała koalicję, w tym wielu posłów Polski 2050, za stawianie politycznych układów ponad interes wyborców. Zapowiedziała też, że zostawia partię w rękach jej założyciela, Szymona Hołowni.
Według mediów znaczenie mogło mieć także to, że premier powierzył stanowisko wicepremiera Andrzejowi Domańskiemu, a nie jej. Ale czy na pewno to był kluczowy powód?
Kuźmiuk: „Była zwyczajnie mobbingowana”
Poseł Zbigniew Kuźmiuk uważa, że minister miała dość atmosfery w rządzie.
– Odnoszę wrażenie, że pani Pełczyńska-Nałęcz była bardzo mocno zmęczona tym, co się działo na poziomie Rady Ministrów. Często docierały do opinii publicznej sygnały, że była zwyczajnie mobbingowana przez pana premiera, co jest rzeczą wręcz kuriozalną. Ale do takich sytuacji dochodziło – mówił w Telewizji Republika.
Polityk PiS odniósł się też do sytuacji w samej Polsce 2050. Partia jest podzielona, a jej klub poselski rozpadł się na dwie części. W głosowaniu w sprawie dwukadencyjności posłowie Polski 2050 również się podzielili.
– Być może to było powodem jej dodatkowych emocji – ocenił Kuźmiuk.
Zwrócił uwagę, że Pełczyńska-Nałęcz nie jest posłanką, a klubem Polski 2050 kieruje Szymon Hołownia.
Wydaje mi się, że rozumiejąc proces polityczny, że ona nie jest posłanką, w związku z tym trudno jej kierować klubem poselskim, jednocześnie pan marszałek Hołownia został szefem klubu, więc nie ulegało dla niej wątpliwości, że rozpoczął się proces wypychania jej z procesu decyzyjnego
– mówił poseł.