Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Katarzyna Gójska,
25.02.2018 19:49

Zostawmy w spokoju Pakistańczyków

Przyznam po raz kolejny, że kompletnie nie rozumiem fascynacji zimową wyprawą na K2. Szczególnie w kontekście tragedii w Karakorum ekscytowanie się kolejnym potencjalnym nieszczęściem wydaje się być jakimś kompletnym szaleństwem.

Czy dziennikarze, którzy dziś z takim podziwem perorują na temat, pożal się Boże, „lodowych wojowników”, z równą pasją będą w razie nieszczęścia eksploatować medialnie rodziny dotknięte tragedią? Wszyscy, którzy obserwują postępy w akcji wysokogórskiej, muszą mieć świadomość, iż patrzą na ludzi będących w realnym, nie wymyślonym na potrzeby mediów, zagrożeniu życia. Kilka słów jeszcze w sprawie Nanga Parbat. Prawdziwy popis bezczelności dała kilka dni temu uratowana cudem przez Polaków francuska himalaistka, która oskarżyła Pakistańczyków w zasadzie o zabicie jej towarzysza wspinaczki. Trudno nie odczytać tego wybuchu oskarżeń jako próby wyciszenia wylanych wyrzutów sumienia. Jednak skoro sprawa stała się publiczna, to należy powiedzieć wprost o tym, kto jak zawinił i jak nie dopełnił swych powinności. Jestem daleka od obarczania winą za tragedię jakiejkolwiek pakistańskiej firmy dysponującej helikopterami czy innym sprzętem ratowniczym. To do uczestników i organizatorów wypraw wysokogórskich, a tym bardziej zimowych, należy obowiązek wyposażenia się w odpowiedni sprzęt, wykupienia pakietów ubezpieczeniowych itd. W góry, szczególnie najwyższe, nie idzie się na krzywy ryj. A niestety, taki charakter miała ta francusko-polska „ekspedycja”. Przeczytałam kilka archiwalnych wywiadów ze śp. panem Mackiewiczem i przyznam, że jedyną właściwą reakcją na kreślone przez niego opisy przygotowań do wypraw może być szok i niedowierzanie. Linki ze sklepu rolniczego, niedostateczne zabezpieczenie łączności, oszczędności na czym tylko można. Sęk w tym, iż w tego typu przedsięwzięciach prędzej czy później skończy się to dramatycznie. Dziś jego wspinaczkowa partnerka nie potrafi uderzyć się w piersi i zapłakać nad tym, iż akceptowała albo przymykała oczy na tę fuszerkę. Szła w góry, niesiona chęcią zdobycia szczytu i zapisania się w jakiejś tam kronice. Ale nie myślała, co będzie, jeśli przydarzy się nieszczęście. Uznała, że obowiązkiem firmy pakistańskiej jest myśleć za nią, za nią wykładać pieniądze i za nią się narażać.

Trzeba ratować ludzkie życie w każdej sytuacji – postawa polskich himalaistów wobec nieszczęścia na Nanga Parbat to pokaz wspaniałego serca – ale każdy, kto decyduje się na takie niebezpieczeństwo jak zimowa wyprawa na ośmiotysięcznik, nie może zaniedbywać kwestii bezpieczeństwa, a później za śmierć obarczać innych. Zdobywanie najwyższych szczytów kosztuje, a jeśli nie ma się wystarczających środków pozwalających na odpowiednie przygotowanie się i wyposażenie, to po prostu nie ma co się pchać. Za śmierć w Karakorum odpowiadają uczestnicy wyprawy. Nie żadni Pakistańczycy.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane