Ileż było przekonywania, że plan Mariusza Błaszczaka, by przekazać je Ukrainie, to zdrada stanu i jednocześnie ściema dla antyniemieckiego betonu, bo przecież nie można przekazać broni Kijowowi. Po miesiącu jednak okazało się, że można. Nie mój problem. Z pewnością Onet i Platforma Obywatelska poradzi sobie z tym, żeby swoim zaczadzonym zwolennikom jakoś wytłumaczyć tę zmianę kursu i przy okazji potwierdzić tezę, że PiS to prorosyjscy zdrajcy działający na rzecz Putina. To już zadanie z dziedziny psychiatrii. Mam jednak niezmiennie marzenie, aby na tej pustyni jałowych dyskusji i beznadziei polskiej debaty publicznej zostawić oazy, które wyjmiemy z politycznych sporów. Już pogodziłem się z tym, że polityczne będą szkoły, lasy, drogi, lotniska, historia, religia, polityka zagraniczna i media. Marzyłbym jednak o tym, by strategiczne sprawy, jak obronność i energetykę, wyjąć z bieżącej naparzanki. Byłbym spokojny, gdyby opozycja nie sugerowała zrywania kontraktów na zakup sprzętu, a jednak kontynuowała przetargi. Odkręcanie działań obecnego MON-u będzie bowiem najczystszym sabotażem, na który po prostu już nie mamy czasu. Podobne oczekiwania mam wobec zadań w energetyce. Byłoby dobrze, aby kolejny układ nie próbował wysadzić w powietrze energetyki jądrowej i jednak zrealizował ten projekt. W tych dwóch sprawach powinien zagościć kompromis. To minimum, które może za jakiś czas doprowadziłoby nas do pchnięcia sporów na bardziej merytoryczny tor. Może dlatego właśnie zostanie to w sferze marzeń.
Zostawić oazy państwowości
Przez calutki miesiąc Rzeczpospolita Lemingowa trzęsła się z oburzenia nad zdradliwym działaniem PiS-owskiego reżimu, który nie chciał przyjąć Patriotów od Niemiec.